ďťż
[Targ] Mapy



Rachel - Cz paź 14, 2010 11:14 am
Rachel niezdecydowanie kroczyła przez targ. Musiała u kogoś zasięgnąć języka, jednak w żadaen sposób nie mogła się zmusić, by do kogoś podejść. Dookoła był tłum ludzi, kupcy przekrzykiwali konkurencję wychwalając swoje towary, a ona nie mogła się przemuc, by do kogokolwiek zagadać. Westchnęła. Nie lubiła tłumów. Przyda mi się prowiant, pomyślała. Stanęła w kolejce do jednego ze straganów. Ceny nie były tam zbyt wysokie, a jakość produktów wydawała się w porządku. Kupi trochę jedzenia i może przy okazji uda jej się zapytać o kartografa.




Rachel - Pn paź 18, 2010 7:22 pm
Rachel z niewyraźną miną rozejrzała się dokoła. Znajdowała się na sporej uliczce, otoczonej wyglądającymi niemal indentycznie budynkami. Niestety, wskazówki kupca były dość ogólne. Czarodziejka westchnęła i zaczęła wolnym krokiem przechadzać się między budowlami. Później skęciła w następną uliczkę, a później kolejną. I po chwili stwierdziła, że się zgubiła. Nie panikowała jednak, zamiast tego zamknęła oczy i skupiła się na umysłach dookoła. Ludzie zajmowali się swoimi sprawami, jadnak udało jej się w niewielkim stopniu odtworzyć plan uliczek. W końcu jak się gdzieś spieszy, to trzeba wiedzieć dokąd. Ruszyła przed siebie. Niestety, nijak nie mogła odnaleźć kartografa, raczej nikt z przechodniów nie zwracał uwagi na takie szczegóły. Weszła więc do ruchliwej karczmy, z nadzieją, że uda jej się od kogoś uzyskać potrzebne jej informacje.

  Drzwi skrzypnęły lekko, kiedy wchodziła. Karczma nie była zaniedbania, lecz nie była też szczególnie pięknie urządzona. Rachel usiadła przy jednym z wolnych stolików. Jakoś nie starczyło jej odwagi, by się do kogoś przysiąść. Może ktoś inny dosiądzie się do mnie, to go wypytam, uznała.



Gersen Arhe - Śr paź 20, 2010 4:33 pm
Sporego hałasu źródłem był wysoki człowiek, popijający wino z dużego dzbana. Sprawiał wrażenie nieokrzesanego, ale było w nim coś, co odróżniało go od reszty plebsu, który miał zaszczyt zabawiać się wraz z nim w tej karczmie. Od momentu, w którym w pomieszczeniu pojawiła się kobieta, zerkał w jej kierunku co jakiś czas. Prawdopodobnie wyczuł zlecenie, miał nosa do dam w opałach. Mocnym ruchem postawił dzban na drewnianej ladzie, oblizał usta i wstał. Widocznie był już na rauszu, bo postawę pionową utrzymywał dzięki wsparciu krzeseł i innych mebli na sali. Chwiejnym krokiem zbliżał się do przybyłej.
- Serdecznie witam panienkę w naszych progach. Jak mniemam, jest pani w problemie, bo czymże mogłaby się zajmować dama w miejscu takim jak to? Chętnie posłużę radą i pomocną dłonią, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Mówiąc to, obiema dłońmi przytrzymywał chyboczący się to na lewo, to na prawo stolik. A może to stolik podtrzymywał jego? Opary alkoholu i prostackie zachowanie skreślały go jako potencjalnego wybawce kobiet i pomocnego człowieka, ale był też ten szczery uśmiech, który jako jeden z niewielu jego atutów- budził zaufanie.



Sinead - Śr paź 20, 2010 6:09 pm
Meot było dla Ragnara niemalże domem. Był to przedostatni przystanek w długiej, męczącej drodze; ostatni był jego celem, do którego dążył niezmordowanie przez ostatnich kilka tygodni. Czuł się nieswojo pośród ludzi, niektórzy z przechodniów obrzucali go zaniepokojonymi spojrzeniami - faktycznie, był trochę zaniedbany, po niezliczonych dniach w leśnej głuszy - lecz pocieszał się, że wkrótce skryje się w karczmie w której bywał już nie raz i nie dwa. Ceny były w niej niewysokie - w sam raz dla podróżnika który nie śmierdział groszem, a jakość świadczonych usług nie należała do najlepszych, akurat, by dzikus jego pokroju nie czuł się onieśmielony.
Po wejściu do karczmy jego oko przykuła twarz przepięknej kobiety, prawdopodobnie kobiety podróżującej. Następnie przyjrzał się mężczyźnie trzymającemu się stolika. Niedoczekanie Twoje! pomyślał, widząc jak ten uśmiecha się do zagubionej niewiasty. Z nietęgą miną wysupłał kilka monet i zamówił dzban miodu, następnie zasiadł przy stoliku, z którego mógł słyszeć rozmowę obserwowanej wcześniej pary. Plecak i broń oparł o nogę stołu, powoli popijał trunek z drewnianego kubka i rzucał okiem na ludzi obok.




Yasi - Śr paź 20, 2010 6:47 pm
Meot nie należało do ulubionych miast Yasi, zresztą jak żadne. Była ona typem samotnika, a miejski gwar męczył ją niezwykle. Dziewczyna zobaczyła przed sobą karczmę, cel podróży. Machinalnie sprawdziła, czy ma ze sobą sztylet. Czarny płaszcz skrywał jej sylwetkę. Dzisiaj miała swój naturalny wygląd, jednak spod kaptura nie było jej widać. Gdy dotarła do budynku rozpostarła skrzydła przed wejściem, naciągnęła kaptur tak, by jej twarz znalazła się w cieniu. Gdy weszła w jej nozdrza, pomimo słabego węchu uderzył zapach piwa i potu, a do uszu dobiegł gwar rozmów, kłótni i potoki słów tych, którzy już się upili. Popatrzyła na wszystkich z obrzydzeniem. Jedynym wyjątkiem była kobieta siedząca przy stole z jakimś mężczyzną, którego Yasi nie polubiła. Dopiero chwilę później dostrzegła innego mężczyznę siedzącego samotnie i przyglądającego się tamtej dwójce. Dziewczyna zamówiła coś do jedzenia i patrzyła uważnie na wędrowców. Zastanawiała się czy mieliby coś przeciwko gdyby się do nich przysiadła. Nie nie myślała o tym dlatego, że pragnęła ich towarzystwa, ale nie wiedziała jak inni zareagują na jej obecność. Brakowało jej Sztorma, gryfa będącego jej przyjacielem ale został on z jej bronią poza miastem, jemu jednemu mogła zaufać. Z zamyślenia wyrwał ją upity mężczyzna, który przewrócił się i poleciał na jej stolik. Spojrzała na niego wściekle i ledwie powstrzymała się, by nie zrobić czegoś nieprzyjemnego,, miała wyjątkowo zły dzień. "Co się z tobą dzieje, zazwyczaj nie miałaś problemów z panowaniem nad sobą"- pomyślała. Spróbowała się uspokoić i zamknęła oczy, gdy je otworzyła mężczyzny już nie było. Odetchnęła i powróciła do przerwanych obserwacji.



Rachel - Cz paź 21, 2010 12:17 pm
Karczma zapełniała się za szybko, jak na gust Rachel. Nie, zdecydowanie nie lubiła tłumów. Wielka czarodziejka, pomyślała z ironią, a boi się małego tłumku. Zaiste, wszyscy lektorzy Akademi by się uśmiali. Spojrzała na pijanego mężczyznę, który opierał się o jej stolik.
- Nie sądzę, by mógł mi pan w jaki sposób pomóc - powiedziała siląc się na możliwie uprzejmy ton. - Raczej nie wygląda pan za dobrze. Może... bo ja wiem, pójdzie się pan gdzieś przespać? - włączyła do swoich ostatnich słów telepatyczną sugestię, skierowaną do umysłu nieznajomego. Nie wyglądał na kogoś o bardzo silnej woli, a jeśli nawet, to na pewno osłabił ją alkohol.



Gersen Arhe - Cz paź 21, 2010 1:21 pm
Mężczyzna najwyraźniej nie przejął się odrzuceniem z jej strony. Lekko przekrzywił głowę w lewo i prychnął niedbale. Wyprostował się nagle i spoważniał, wydawało się, że wytrzeźwiał w ciągu sekundy. Niestety, przeczył temu odór alkoholu, który wydobywał się wraz z wydechem Gersena. Przejrzał się jeszcze raz czarodziejce i usłuchał jej prośby.
- Jak sobie pani życzy. To nie ja mam tutaj widoczny gołym okiem problem, ale nie zamierzam się narzucać. Życzę miłego dnia.
Pożegnanie uwieńczył nieznacznym ukłonem w stronę czarodziejki. Następnie odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku schodów. Po drodze chwycił z jakiegoś stolika dzban z winem i zdzielił awanturującego się o to chłopa. Wchodząc po stromych schodach, nagle poczuł senność...



Sinead - Cz paź 21, 2010 2:31 pm
Ragnar popijał miód spokojnie, bez pośpiechu, chłonąc gwar karczmy każdym centymetrem skóry; jego dusza, zgnębiona samotnością, rozkoszowała się tłumem, którego był bądź co bądź częścią, obcą, lecz wciąż częścią. Zauważył kolejną kobietę podróży. "Patrz no, pierwsza karczma od tak długiego czasu i już jest czym oczy nacieszyć, takie mam szczęście" pomyślał, spoglądając przelotem na nowo przybyłą, i na powrót skupił się na pijanym mężczyźnie. Zdawało mu się, że to dobry chłop, i być może w innych warunkach mogliby sobie przyjemnie pogadać, lecz teraz jego zachowanie budziło niepokój. Człowiek po alkoholu zachowuje się inaczej, nie zawsze jest przyjemny... "O masz ci los!" Zerwał się, widząc, że Gersen nie dość, że zabrał jakiemuś chłopu dzban, to jeszcze mu przyłożył. Chcąc odebrać zawłaszczone dobro odstawił kubek i ruszył śpiesznym krokiem do schodów. Nie zamierzał się bić, to była ostateczność; miał nadzieję, że przemówi mu do rozumu.
- Kolego, chyba dość dziś wypiliście... - Zaczął mówić do wchodzącego po schodach mężczyzny, gdy temu nagle - pewnie za dużo wina - nogi odmówiły posłuszeństwa. Podtrzymał go, by zapobiec tragedii, lecz dzban wina wyślizgnął się z omdlałej ręki obcego, stoczył się po stopniach rozlewając wszędzie trunek i rozbił się na drewnianej podłodze. Rozeźlony karczmarz, mężczyzna solidnej postury i zaróżowionych pełnych policzkach, ze szmatą w ręku ruszył ku schodom gotów wygonić awanturników z gospody; znał jednak Ragnara. Był jednym z klientów którzy nie brali na kreskę, a to już budziło zaufanie.
- Pozwól mi go złożyć we wspólnej izbie, a jak chłop się ocknie, to na pewno zapłaci - poprosił Ragnar; karczmarz w końcu machnął ręką i ruszył kołyszącym się krokiem otworzyć na oścież drzwi przy szynkwasie, prowadzące do wspólnej izby. Tam nocowali wszyscy, którzy nie mieli funduszy na własny pokój. O tej porze była pusta. Nikt nie pośpieszył Ragnarowi z pomocą; sam ściągnął obcego ze schodów i zaciągnął do sąsiedniego pomieszczenia. Szlak ich znaczyły mokre od wina buty. Złożył pijanego mężczyznę na jednym z wielu leżących na podłodze sienników - prócz nich, w pokoju był niewielki kominek i kilka prostych ław i stołów - i powrócił do swojego miodu; napełnił swój kubek do pełna, następnie wziął dzban i postawił go na stole poszkodowanego chłopa.
- Pijcie, ile dusza zapragnie - rzucił. Niewielka to była strata; ta beczka była naprawdę nieszczególna. Po wszystkim, z kubkiem w ręku, stanął przy stole czarodziejki. Minę miał niepewną, jakby go onieśmielała - i tak było. Niewiele miał do czynienia z kobietami podróżującymi, a ich wygląd świadczył o tym, że różniły się przeogromnie od prostych dziewuch usługujących w karczmie czy handlujących na targu.
- Pani szanowna - wydukał. - Ja prosty, nieuczony chłop jestem, ale okolicę znam, a pani chyba nietutejsza. Będzie mi bardzo miło, jeśli ma wiedza do czegokolwiek pani się przyda. - Nie spoglądał jej w oczy. W jego zachowaniu było coś służalczego; bez trudu można go było sobie wyobrazić w łachmanach ubogiego chłopa, który stoi ze spuszczoną głową przed swoim panem i nerwowo mnie czapkę w rękach.



Yasi - Cz paź 21, 2010 5:01 pm
Yasi widziała jak kobieta spławiła pijaka. Uśmiechnęła się pod nosem gdy człowiek w opłakanym stanie i z równie tragiczną miną odszedł od stolika, chwiejąc się na boki. Drugi mężczyzna, którego obserwowała wzbudzał większe zaufanie. Patrzyła uważnie jak wstaje i idzie, by pomóc temu upitemu. "Przynajmniej jeden, który wie, że nie przesadza się z alkoholem"- pomyślała. Dwóch ludzi udało się w kierunku schodów. Po jakimś czasie z tamtego kierunku nadszedł zdenerwowany gospodarz. Drugi z mężczyzn wrócił i dosiadł do stolika kobiety. "ilu adoratorów"- pomyślała. Yasi wstała od stolika i podeszła do barmana.
-Kim jest ten mężczyzna?- zapytała i dyskretnie wskazała na nowego "adoratora" kobiety.
-Nikim nadzwyczajnym- odburkną zapytany.
Yasi jednym szybkim ruchem wyjęła sztylet i przyłożyła oberżyście do szyi, tak by poczuł chłód metalu.
-Zapytam jeszcze raz, kim jest ten mężczyzna?
Tym razem oberżysta był bardziej rozmowny.
-Ragnar, jak wspomniałem nikt ważny, przychodzi tu czasem, pieniędzy dużo nie ma, ale zawsze płaci. Z tego co wiem to łowca, zna las, ale przysięgam nie wiem o nim nic więcej- niemal wypłakał mężczyzna.
-A kobieta?
-Nie mam pojęcia, chyba czarodziejka, ale nic nie wiem. Słyszałem tylko jak takich dwóch gości rozmawiało między sobą.
Yasi widziała strach w oczach mężczyzny i rozkoszowała się nim przez jakiś czas. w końcu puściła barmana przyglądając mu się swoimi oczami.
-A teraz -powiedziała używając swoich hipnotycznych zdolności -dowiesz się kim jest ta dwójka, o którą cię pytałam i przyjdziesz do mnie z informacjami, jak nie zrobisz tego w ciągu godziny powiesisz się, jasne?
Mężczyzna nieprzytomnie skiną głową.
-A teraz idź już- dodał upadły anioł.
Yasi w końcu odprężyła się nieco. Cały dzień była poddenerwowana, bo musiała znosić tych wszystkich głupców, a teraz znalazła sposób, żeby się wyżyć. "Zadziwiające jak słabą wolę mają niektórzy"- pomyślała. Dziewczyna rozejrzała się po sali, nikt nie zauważył jej dyskretnej wymiany zdań z gospodarzem, w końcu była skrytobójcą i jak chciała potrafiła nie zwracać niczyjej uwagi. Schowała sztylet, wzięła dzban z wodą i poszła do izby, gdzie leżeli wszyscy upici do nieprzytomności. Tak jak się spodziewała o tej porze nie leżało tu jeszcze dużo osób. Zobaczyła człowieka, którego szukała i przyjrzała mu uważnie, wiedziała, że nie da rady wnieść go na górę. Wylała na niego zawartość dzbana i uderzyła w twarz na tyle mocno, by się ocknął. Pozwoliła mu dojść do siebie i zamknęła drzwi. Kiedy jego wzrok odzyskał nieco ostrości dała mu napić się odrobiny wody jaka została w dzbanie, musiała z nim porozmawiać, a w takim stanie bez czegoś do picia byłoby ciężko.
-Zacznę od prostego pytania, kim jesteś i co tu robisz?- zapytała i patrzyła na mężczyznę bez jakichkolwiek emocji. Bardzo skutecznie maskowała obrzydzenie jakie czuła do pijaków.



Gersen Arhe - Cz paź 21, 2010 6:18 pm
Zanim w ogóle pomyślał o tym, żeby otworzyć oczy, czy odezwać się do nieznajomej, zaczął szukać ścierki, czy kawałka materiału wokół siebie. Gdy już po omacku znalazł odpowiedni materiał, namoczył go i przyłożył sobie ten orzeźwiający opatrunek na czoło. Otwarł oczy, rozejrzał się. Chwila zastanowienia i już pamiętał co się stało oraz to, gdzie się znajduje. Nadeszła pora zająć się rozmówcą, który nie potraktował go należycie. Bynajmniej. Przyjrzał się bliżej kobiecie, ale odpuścił głębsze wnikanie w jej naturę. Rozprostował się, przeciągnął i widząc, że zaczyna nadwyrężać cierpliwość kobiety- przyłączył się do rozmowy.
- Jak widzę, wszelkie zasady savoir vivre'u są pani obce? Nieważne. Przedstawić będzie się grzecznie - możesz mi mówić Vivren. Nie czuję obowiązku na odpowiadanie na pytania dotyczące moich spraw osobistych. Liczę, że okażesz nieco zrozumienia i także się przedstawisz. Niezmiernie ciekawym jest to, dlaczego okładasz mnie bez powodu, dowiem się?
Gersen mówił bardzo szybko, potok słów z jego ust prawdopodobnie spowodowany był szokiem, jaki spowodowało to nagłe przebudzenie i wytrzeźwienie. To wbrew prawom natury, alkohol powinien ulatniać się wolno i boleśnie z organizmu. Kobieta była dość zniecierpliwiona, a dobre wychowanie nie pozwoliło mu zrobić zbyt dużego kłopotu damie.



Gardenia - Cz paź 21, 2010 6:54 pm
Zmaterializowała się na stołku, przy barze. Widząc, że barman podpływa w jej kierunku energicznie zamachała do niego ręką. Kiedy był tuż obok zawołała.
- Likier z aaronki, do tego plasterek carat i… – pokazała na palcach -  â€Śtrzy krople tritinu. Nie więcej. Zmieszane. Z lodem.
Po złożeniu zamówienia uśmiechnęła się i zatarła z zadowoleniem ręce. Oparła się łakociami o ladę i patrzyła jak przygotowywany jest jej trunek. Patrzyła i patrzyła i nic... Bo oberżysta po przyjęciu zamówienia zatoczył dookoła zupełnie nieprzytomnym wzrokiem, po czym wydał z siebie coś na kształt –…abababaaa…
Gardenia nachyliła się w jego kierunku – Li-kier. – mówiła teraz bardzo wolno i bardzo wyraźnie – Z. A-a-ron-ki. I pla-ste-rek…
- …ababab…abaa…
- Ej!
Mężczyzna zdawał się nie reagować na jej słowa, zupełnie jakby był pijany albo... Maie popatrzyła uważnie w oczy oberżysty. Puste oczy człowieka pozbawionego własnej woli.
- Cholera jasna! Czemu teraz?!  



Yasi - Cz paź 21, 2010 7:08 pm
"Co to za człowiek"-pomyślała.
-Chyba się nie zrozumieliśmy- rzekła bez cienia emocji- ja zadaję pytania, a ty odpowiadasz.
Przyjrzała się twarzy Vivrena, w jego oczach dostrzegła upór i zaciętość.
-Skoro tak ci zależy na moim imieniu, wiedz, że nie ma ono żadnego znaczenia, nawet jeśli ci je zdradzę nie poznasz kim jestem, nie zna mnie nikt, a ja dbam y taki stan rzeczy się utrzymał- powiedziała. Yasi była zdziwiona potokiem słów jaki wydobył się z jej ust. Nie lubiła nikogo poza Sztormem. "Sztorm! Byliśmy tu umówieni, powinien się już pojawić!"- przypomniała sobie. Doskonale zdawała sobie sprawę, że człowiek, z którym rozmawiała nie będzie czekał aż ona odnajdzie gryfa. Yasi westchnęła w duchu, chyba jednak trzeba poczekać na spotkanie z przyjacielem.
-A więc co tu robisz?- zapytała i znowu zobaczyła, że człowiek czuje się urażony.
-Odpowiedz na moje pytania, ja sobie pójdę, a ty o wszystkim zapomnisz i więcej się nie zobaczymy- spróbowała raz jeszcze. "Jeżeli i tym razem nie wyjdzie spróbuję hipnozy"- pomyślała. Właśnie w tym momencie drzwi pokoju otworzyły się i do izby wtoczyło się dwóch pijanych mężczyzn.
-Myślę, że tutaj nie porozmawiamy-powiedziała i wyszła z izby, by spotkać się ze Sztormem. Może później znajdzie Vivrena, ale obecnie gryf był ważniejszy. Gdy znalazła się w głównej sali coś przykuło jej uwagę, niemalże wszyscy w sali patrzyli na coś co właśnie stało w drzwiach. Yasi podeszła do stworzenia:
-Jak zwykle przykuwasz uwagę, co Sztorm?-powiedziała do gryfa- chyba koniec z anonimowością- szepnęła mu do ucha.
-Jak zwykle wylewna- odparł gryf.
-Skoro już jesteś pozwól, że coś dokończę- rzuciła dziewczyna odchodząc.
Wróciła do izby dla pijanych i patrzyła z wyczekiwaniem na Vivrena:
-A więc przypomniałeś już sobie co robisz?- zwróciła się do mężczyzny.
Nagle coś znowu jej przerwało, usłyszała hałas i słowa wykrzykiwane do oberżysty. "No pięknie, jeszcze tego brakowało"- pomyślała i wypadła z izby. Przy barze zobaczyła dziewczynę wpatrzoną w barmana. Yasi wiedziała, że ta domyśla się co stało się z mężczyzną. Podeszła do baru:
-Czy coś się stało?- zapytała nowo przybyłej. Miała nadzieję, że barman odejdzie zbierać informacje i kobieta da sobie z nim spokój.



Gardenia - Cz paź 21, 2010 8:02 pm
- Nie, nic takiego – powiedziała trzymając oberżystę za fraki i zaglądając mu w oba ślepia – Coś mu do oka wpadło.
Nie rozglądała się na boki bo skupiona była na wyczuwaniu magicznego śladu, który wyraźnie roznosił się w okolicy głowy mężczyzny. Grube, iskrzące nitki mocy oplatały szczelnie umysł mężczyzny, odcinając go od świadomości i zakłócając normalny przebieg myśli.
Dziedzina umysłu.
- Ah, wciórności!
W tym stanie równie dobrze mogłaby prosić o przygotowanie trunku swoje buty. Skutek byłby ten sam.
Puściła ubranie oberżysty, pozwalając mu niemrawo poczłapać w stronę głównej sali. Przeniosła wzrok na kobietę, która ją zaczepiła. Nici mocy łączące barmana z czarnowłosą były ledwo wyczuwalne. Widać uczona w magii.
- Pacjent przeżył - rzekła krótko z uśmiechem.



Gersen Arhe - Cz paź 21, 2010 9:13 pm
Gersen wstał i otrzepał się dokładnie. Miał wielką ochotę na kąpiel, ale obecnie w karczmie zrobił się paskudny nastrój- zrezygnował. Niezauważenie przeszukał pomieszczenia w poszukiwaniu swojego ekwipunku i dumnie skierował się w stronę głównej sali, tam gdzie rezydowała większa część gości. Wcześniej wspomniana sala zaskoczyła go- panował tam teraz ogromny chaos. Pomyślał, że- jak na jego gust- za bardzo pachnie tam magią. O ile nie miał nic przeciwko magii, o tyle zbyt duże jej natężenie w jednym miejscu, szczególnie tak ciasnym, zawsze powodowało zamęt i zawieruchę. To całe zamieszanie przyciąga tłumy, a cyrku już na ten dzień wystarczy. Przed wyjściem pozostała mu tylko jedna rzecz do zrobienia. Charakterystycznym, lekkim chodem skierował się w stronę łowcy Ragnara i wyciągnął w jego stronę prawą dłoń.
- Zdaje się, że to właśnie tobie zawdzięczam fakt, iż moimi przedmiotami nie handlują jeszcze paserzy na mieście, a mnie nie wyrzucono bezczelnie do rynsztoka. Powinienem chyba... podziękować. I pożegnać się.
Ignorując rosnący tłum i hałas czekał na jakąkolwiek reakcję kolegi, można powiedzieć po fachu. Nawet specjalnie nie przejmował się wcześniejszym przesłuchaniem. Owszem, było dziwne, ale nie ma sensu biegać za taką błahostką; niedokończoną sprawą. Zwyczajnie nie obchodziło go takie ślepe błądzenie...



Dwayt - Cz paź 21, 2010 11:14 pm
Otworzył drzwi karczmy i zanim wszedł omiótł całe wnętrze spojrzeniem, było dość tłoczno, ale taką właśnie miał nadzieje, chciał teraz spędzać czas z ludźmi i nauczyć się ich wszystkich zachowań, jak myślą, jak reagują na poszczególne sytuacje. Był ubrany w zieloną koszule rozpiętą pod szyją tak, aby widać było kieł który miał przewieszony przez kark na grubym, złotym łańcuszku, prócz tego miał na sobie długie ciemne spodnie oraz eleganckie, czarne buty ze szpiczastym zakończeniem. Wszedł i zamknął za sobą drzwi które przy tym potwornie głośno zaskrzypiały, kilka par oczu obróciło się, aby na niego spojrzeć, szybko jednak wróciły do wcześniejszych obiektów zainteresowania. Nie chciał zwracać na siebie specjalnej uwagi, głównym celem była obserwacja więc wypatrzył stolik w samym kącie sali. Podszedł do karczmarza i poprosił o dzban jakiegoś mocnego alkoholu i szklankę. Swoje zamówienie otrzymał szybko, złapał oba naczynia i skierował się do wcześniej wypatrzonego stolika, usiał za nim i odłożył naczynia. Stwierdził, że krzesło jest bardzo niewygodne, ale nie mógł z tym nic zrobić więc aby się nie opierać o nie, położył łokieć na blacie, a podbródek wsparł na dłoni. Zlustrował znów całe pomieszczenie wzrokiem. Tym razem zainteresowały go dwie kobiety rozmawiające ze sobą, jego doskonały słuch podkusił go, aby podsłuchać o czym gawędzą.



Yasi - Pt paź 22, 2010 7:13 am
Yasi patrzyła na kobietę:
-To nie jest magia- rzekła.
Przyglądała się reakcji rozmówczyni, a potem omiotła karczmę spojrzeniem. Po jakimś czasie dostrzegła mężczyznę wchodzącego do środka. Na pozór nikt nadzwyczajny, ale coś w nim było dziwnego. Przyjrzała się barmanowi, minęło już pół godziny. "Mama nadzieję, że dowiem się czegoś zanim postanowi się zabić"- pomyślała. Z izby dla pijanych wyszedł Vivren, to jednak było już nie ważne, Yasi przestało obchodzić co się z nim stanie, znalazła tu ciekawsze postacie niż te człowiek. Przyjrzała się Sztormowi stojącemu wciąż koło drzwi, zrozumiał jej spojrzenie i ukrył się w cieniu. Anielica posłała mu uśmiech i odwróciła się, by posłuchać co powie jej rozmówczyni.



Rachel - Pt paź 22, 2010 7:47 am
Rachel z namysłem przyjrzała się mężczyźnie przed nią. Wydawał się o niebo bardziej rozgarnięty od poprzedniego. Zresztą tamten też głupi nie był, jedynie niesamowicie pijany. Prześpi się, to mu przejdzie, jedynie na kaca będzie cierpiał.
- Mi również będzie miło - odparła. - Zapewniam też, że godnie zapłacę za przewodnika. Dragi me wiodą do Opuszczonego Królestwa, wiem jednak, że jest to miejsce niebezpieczne. Nie wymagam od waszmości, towarzystwa aż tam, wystarczy - wytężyła pamięć i odszukała w niej nazwę, którą poznała ze zniszczonej mapy - że zaprowadzicie mnie do Efne. nazywam się Rachel - przedstawiła się. - Jestem, jak się za pewnie domyślasz - uznała, że nieznajomy nie obrazi się o zwracanie się doń w sposób ceremonialny - czarodziejką - Radam dowiedzieć się nieco więcej o tobie - Próbowała mówić w tutejszym dialekcie, jednak nie była pewna czy wychodzi jej to dobrze. Mogła oczywiście odczytać myśli nieznajomego, wolała jednak, by sam się przedstawił. Co będzie człowieka zaperzać.

Czekając na odpowiedź rozejrzała się po karczmie. Znów przybyło pare osób. I na pewno nie wszystkie były ludźmi...



Gardenia - Pt paź 22, 2010 8:10 am
- Huh?
Czy ta kobieta czytała w myślach? Przy telepatach lepiej było mieć się na baczności. Nigdy nie można być pewnym, czy
wpadło się na takiego, który szanuje prywatność innych osób, czy nie. Cholerne psioniczne wściubinosy.
- Nie, to nie jest magia. - stęknęła i odwróciła się z powrotem w stronę baru - W tej oberży nie ma nikogo, kto mógłby
mi przygotować porządny trunek i to zdecydowanie nie jest magia.

Mogłaby drążyć dalej temat obezwładnionego barmana, tylko po co? Czymkolwiek ten człowiek zawinił czarnowłosej nie było to jej sprawą. Przyszła się tu napić a niepotrzebne komplikacje to było to, za czym nie przepadała. Kobieta westchnęła z rezygnacją. Skoro oberżysta była "zajęty", to kto poda jej ulubiony likier?
Gardenia odszukała w tłumie chłopca służebnego. Miał tacę obładowaną pustymi kuflami i chyba był lekko zajęty.
Wyglądało na to, że zaraz powinien zanieść naczynia z powrotem do kuchni. Wystarczyło poczekać aż wejdzie za bar.
Oglądają porozkładane na półkach butelki z różnymi alkoholami zaczęła bębnić palcami o blat. Nagle, gdzieś za plecami,
w tłumie gości, odkryła wcześniej nie wyczuwalne skupienie mocy, a to mogło znaczyć tylko jedno.
W oberży przebywał przynajmniej jeszcze jeden mag.
- To chyba jakieś popularne miejsce. - pomyślała.



Sinead - Pt paź 22, 2010 8:53 am
- Proszę zwracać się do mnie Ragnar, jestem łowcą. Zabijam potwory i dzikie zwierzęta nękające ludzkie osady. A Efne... - Potarł palcem czoło, jakby rozgrzewał zwoje mózgowe nienawykłe do pracy. - To będą dwa, może trzy tygodnie drogi. Trasa raczej łatwa, choć niewiele wydeptanych traktów, doradzałbym kupno konia, jeśli pani nienawykła do pieszych wędrówek. Bez problemu tam panią doprowadzę. O jakiej zapłacie mówimy? - Dodał, jakby mimochodem. Nie był pazerny, lecz jego sakiewka stała się niebezpiecznie lekka. Gdyby wracał prosto do domu nie stanowiłoby to problemu, lecz w obliczu dalszej wędrówki musiał kupić prowiant i zajrzeć do kuśnierza, zdałyby mu się nowe portki...
Myślenie przerwało wtargnięcie przedziwnego stworzenia do karczmy. Ni to lew, ni to ptak... Spiął się, gotowy w każdej chwili sięgnąć po swoją broń, wciąż opartą o stół, lecz wyglądało na to, że zwierzę nie zamierzało atakować. Najwidoczniej był to pupil dziewczęcia, które dotarło tu wcześniej, lecz jego przybycie wywołało znacznie większe zamieszanie niźli pojawienie się pięciu takich dziewcząt. Ludzie odsuwali się od wejścia, jak fala cofa się podczas odpływu, pozostawiając na brzegu muszle i wodorosty - w tym wypadku Rachel i Ragnara. Mężczyzna drgnął, usłyszawszy skierowany do niego głos obcego, którego wcześniej taszczył ze schodów. "Już na nogach? Musi mieć mocny organizm."
- Nie ma sprawy - uścisnął wyciągniętą ku niemu dłoń. Miał mocny uścisk, a dłonie twarde, spracowane, wyrobione od miecza i topora. - Jesteś jednak winien karczmarzowi za dzban, a... - poszukał wzrokiem chłopa któremu Gersen wcześniej zabrał wino, lecz w ogólnym zamieszaniu nie mógł go dostrzec. Możliwe, że opuścił karczmę. Szczęśliwym jednak zbiegiem okoliczności zauważył kręcącego się nieopodal nich karczmarza. Wyglądał dziwnie, zbierał kufle i kubki z sąsiedniego stołu, lecz wszystko leciało mu z rąk. Ragnar założył, że to zdenerwowanie wywołane pojawieniem się pierzastego potwora; oberżysta był jednak w stanie wykonać zamówienie kolejnego nadzwyczajnego gościa, po czym błyskawicznie wrócił w okolice wędrowców. Gdy przechodził obok nich, Ragnar odstawił kubek z miodem i złapał go za ramię.
- Ile będzie za ten gliniany dzban, rozbity wcześniej? - Zagadnął, wciąż trzymając dłoń Gersena w żelaznym uścisku. Spodziewał się jasnej, zwięzłej odpowiedzi, charakterystycznej dla tego zażywnego człowieczka, lecz zamiast tego usłyszał jakiś bełkot. Ragnar pochylił się ku niemu, spoglądając uważnie w jego twarz.
- Pani Rachel - zwrócił się do czarodziejki - mogłaby pani rzucić okiem? Pani bardziej uczona ode mnie, a on wyraźnie dostał pomieszania zmysłów - łowca miał strapioną minę. Nie przyjaźnił się z gospodarzem, lecz znali się od kilku lat i zawiązała się między nimi nić porozumienia.



Rachel - Pt paź 22, 2010 11:22 am
Rachel ze zdziwieniem spojrzała na karczmarza. Coś jej faktycznie nie grało. Zdecydowanie, ten człowiek wydawał się kompletnie pijany... Ale nie, stał przecież pewnie na nogach, nie chwiał się ani nie tracił równowagi. Wydawało się raczej jakby... ach. Czarodziejka zamknęła oczy i skupiła się na umysłach dookoła. Karczmarza rozpoznała od razu. Tak jak podejrzewała, ktoś "majstrował" przy jego umyśle. Wyglądało to na trans hipnotyczny.
- Mów - rozkazała Rachel, wciąż nie otwierając oczu. - Kto kazał ci nas szpiegować?



Tia - Pt paź 22, 2010 1:17 pm
Jeszcze jedna wyuzdana noc z Lesaranem i sprawy w Elisji miała zakończone. Zostawiła kochanka z poczuciem wstydu, zniesmaczonymi spojrzeniami matki i wyrzutem sumienia względem zmarłego brata. Najlepsze w tym wszystkim było to, że odeszła jako zrozpaczona, zagubiona dziewczyna dręczona poczuciem winy.

Do Meot zawitała w towarzystwie nowego mężczyzny. Był bogaty i miał przede wszystkim podreperować jej kiesę. Jej akualna ofiara była od niej na oko dwukrotnie starsza. Mężczyzna był szpakowaty, niewysoki, o pogodnym usposobieniu i zakręconym wąsiku. Z zawodu był bankierem i dopiero co zajechał swoim powozem z Elisji. Towarzysząca mu elfka, jak sądził, była jego odkryciem artystycznym. Zamierzał uczynić z niej sławę.
Podczas gdy jej "patron" odbywał nudne spotkania w interesach, Tia postanowiła poznać szersze towarzystwo. Weszła do karczmy pewnym siebie, lekkim krokiem, mijając w drzwiach jakiegos młodego, nieogolonego mężczyznę. Przytrzymała drzwi ręką, by ich za sobą nie zamykał i wślizgnęła się do izby.



Dwayt - Pt paź 22, 2010 1:30 pm
Zauważył Tie wchodzącą do izby jednak nie specjalnie go już interesowała, uznał, że zawracanie sobie nią głowy nie ma sensu więc szybko wrócił spojrzeniem do dwóch rozmawiających ze sobą kobiet. Chwycił za dzban alkoholu i przelał nieco do szklanki którą otrzymał wcześniej, wziął już pełne naczynie do ręki i potrząsnął kubkiem, aby zamieszać jego zawartość, była dziwnie gęsta, ale nie przejął się tym specjalnie, przystawił szklankę do ust i pociągnął sporego łyka, alkohol był gorzki jak zwykle, ale miał również nieprzyjemny smak, Dwayt powstrzymał odruch, aby nie wypluć tego co miał w ustach, udało mu się przełknąć napój, ale odłożył szklankę na bok i obiecał sobie więcej po nią nie sięgać. Wcisnął się w krzesło i skulił, złączył też dłonie i zaczął prosić bogów by Tia go nie zauważyła i nie podeszła.



Yasi - Pt paź 22, 2010 1:39 pm
Yasi spojrzała na karczmarza. Czarodziejka chyba domyśliła się co się stało. "Robi się coraz ciekawiej"- pomyślała. Do karczmy weszła kolejna osoba. Elfka o blond włosach i dość skąpym odzieniu, na jej widok mężczyzna przy stoliku dziwnie się skulił. Yasi rozejrzała się raz jeszcze, tym razem nie dostrzegła nic ciekawego. Wzięła głęboki oddech i szykowała się na to co miało się stać. Przyjrzała się obecnym w karczmie, większość była już pijana, Czarodziejka z Ragnarem, który przybrał służalczą pozę. Poza nimi w gospodzie była dziewczyna, z którą przed chwilą wymieniła kilka zdań, mężczyzna siedzący przy stoliku i elfka. Przy drzwiach stał Sztorm, w razie potrzeby miał jej miecz. Zastanowiła się przez chwilę co może się stać, niektóre scenariusze nie były przyjemne, ale co będzie, to będzie, na razie nie warto się tym przejmować. Spojrzała jeszcze raz na kobietę:
-Na twoim miejscu nie oczekiwałabym zbyt wiele po barmanie, nawet przy zdrowych zmysłach- rzekła.



Tia - Pt paź 22, 2010 1:57 pm
Nie rozpoznała w karczmie nikogo znajomego, bo się tego nie spodziewała. Dwayt siedział w kącie i był ubrany inaczej niż zapamiętała. Usiadła przy najbliższym stoliku i samym spojrzeniem zapaliła świeczkę.

Zaraz po niej do lokalu wszedł starzec, w towarzystwie chłopca, który mógł być jego wnukiem. Miał na sobie długi płaszcz pod którym ciężko było dostrzec jego odzienie. Rzadkie, białe włosy miał przewiązane chustą i opierał się na sękatym kosturze.
Spojrzał po zebranych i w powietrzu nakreślił znak na przeciw wybranych osób. Dwie rozmawiające kobiety, mężczyzna w kącie i ta siedząca sama przy stoliku...
Staruszek nachylił się następnie do młodzieńca, który mu towarzyszył. Szepnął mu coś na ucho i wyjął z trzymanej przez niego torby szklaną kulę, wypełnioną wielobarwnym gazem. Z zadziwiającą siła, jak na swój wiek, cisnął przedmiotem o ścianę. Kula się roztrzaskała, a na powierzchni ściany pojawił się portal. Siła wciągania, jaką posiadała magiczna brama, była ogromna. Osoby, które wcześniej naznaczył starzec, portal począł wessać z siła trąby powietrznej, porywając ich z miejsc.

[Każdy z graczy dostał na siebie znak i zapraszam do kolejnego tematu na zaplanowaną zabawę. Kto sobie nie życzy może po prostu kurczowo trzymać się stolika]



Yasi - Pt paź 22, 2010 2:21 pm
Yasi widziała starca. Miała złe przeczuci odkąd się pojawił, a gdy nakreślił na niej znak poczuła się dziwnie. Kilka chwil później poczuła jakąś siłę ciągnącą ją w stronę portalu."O co chodzi"- pomyślała W pierwszej chwili chwyciła się stołu, by nie dać się wciągnąć. Sztorm pojawił się koło niej zaraz, gdy wyczuł jak dzieje się z nią coś złego. Yasi nie miła ochoty rozstawać się z towarzyszem i chwyciła go mocno. Puściła stół i pozwoliła, by wciągnął ją portal. Gdy była coraz bliżej obejrzała się na innych. Oberżysta ciągle stał koło kobiety i Ragnara "Nie pożyje już długo"- zdążyła pomyśleć, kiedy portal ją wciągał



Gardenia - Pt paź 22, 2010 3:12 pm
Minęło kilka minut a chłopak służebny ciągle nie wracał. Gardenia zaczęła rysować palcem na blacie kółka i kreski. Mogła się domyślić, że tak wysublimowany napój, jakim był klarowny likier z aaroni z plasterkiem carat, trzema kroplami tritinu oraz lodem przekracza możliwości zwykłego kuchcika. Zamruczała z niezadowoleniem.
Nie mając nic lepszego do roboty sięgnęła do bocznej kieszeni i wyjęła z niej miedzianą harmonijkę. Przeciągnęła palcem po zdobionej powierzchni. Ten egzotyczny, rzadko spotykany instrument był prezentem od tragicznie zmarłej arcymagini i zakamuflowaną wskazówką jak zwiększyć swoją moc. Podobno dzięki grze na tej harmonijce elfka umiała zapanować nad dziedzinami czterech żywiołów na raz. Podobno. Problem polegał na tym, że w harmonijce nie było krzty magii. Był to zwykły kawałek metalu z ładnym wzorkiem na wierzchu.
Maie oparła głową na zgiętym ramieniu i postukała kilka razy instrumentem o drewnianą powierzchnię kontuaru. To będzie trudniejsze niż myślała. Nie miała pojęcia ani o grze ani o muzyce w ogóle.  
Zamyślona nie zauważyła kiedy do pomieszczenia wszedł tajemniczy starzec. Siedziała nadal na swoim miejscu, podrzucając i łapiąc nieszczęsną harmonijkę. Kiedy portal został otwarty instrument zamiast opaść posłusznie na wyciągniętą rękę poszybował w przeciwnym kierunku.
- Nie!
Kobieta widząc co się święci rzuciła się w pogoń. Dzięki błyskawicznej reakcji udało jej się złapać zgubę. Niestety nie starczyło jej czasu, by odskoczyć poza obszar przyciągania i krótkim lotem poszybowała prosto w otwarte przejście.



Dwayt - Pt paź 22, 2010 3:29 pm
Kiedy usłyszał otwierające się drzwi skierował wzrok właśnie na nie, zauważył dziwnego starca o siwych włosach, postać go zaintrygowała więc postanowił przyjrzeć się chociaż dokąd zmierzał. Gdy staruszek nakreślił znak wskazując nim Dwayta ten wstał i chciał się do niego wybrać, niestety nie zdążył. Kula poleciała już w stronę ściany, Dwayt nie wiedział co to może się teraz wydarzyć, ale był pewny, że nic dobrego. Zaczął biec, najszybciej jak mógł, niestety lecąca kula, również nabrała sporej prędkości i szybko rozbiła się na ścianie, utworzył się portal, a dziwna siła zaczęła wsysać go do środka, stał blisko stołu więc chwycił za niego mocno. Szybo jednak zorientował się, że to nie ma większego sensu, siła przyciągania portalu była zbyt ogromna. Dwayt puścił stół i w mgnieniu oka portal wciągnął go do swego wnętrza.



Gersen Arhe - Pt paź 22, 2010 6:43 pm
Tłum ślepo gapił się w stronę drzwi, bardzo trudno było im pojąć ostatnie wydarzenia w tym miejscu. Gersen śmiał twierdzić, że takiego nagromadzenia absurdu i wszelakiego rodzaju magii nie było jeszcze w tym miejscu. Wielu z miejscowych pijaczków obiecywało sobie "ostatnie piwo" i przysięgali wierność żonie, słowem jakiś nieznaczny ślad magii wpłynął na ich psychikę. Niemniej jednak, Gersen wiedział, że ten stan nie utrzyma się długo... do jutrzejszego południa, nie więcej. Na nim samym nie zrobiło to wrażenia, a wręcz przyniosło jakąś trudną do opisania ulgę. Większość ładunku magicznego uszła w jednym momencie, co prawda nie potrafił wyczuć w nich magii, ale sposób chodzenia, mowy i zachowania często zdradzał magów. Nigdy nie ukrywał, że zbyt wielu przedstawicieli tej kasty w jednym miejscu powodowało w nim swoisty niepokój. Po tej chwili zastanowienia wrócił do tego, co działo się zaraz obok jego osoby. Podobno narobił szkód, a niegrzecznie byłoby pozostawiać po sobie złe wrażenie. Z wewnętrznej kieszeni jego skórzanej kurtki wyciągnął 6 złotych monet i wcisnął je oszołomionemu oberżyście w dłoń. Po czym zacisnął ją mocno i odsunął się. Widok karczmarza w tym stanie odrzucał go, więc moment później stał oparty o ścianę i przyglądał się zdarzeniu z dalszej odległości. Potrzebował pieniędzy, a drugi mężczyzna- także łowca, jak sądził- najprawdopodobniej podebrał jego zlecenie. Nie miał zamiaru jednak o to walczyć. Bynajmniej. Ragnar okazał się być "porządną chłopiną", godnym zaufania i już na pierwszy rzut oka- pewnym fachowcem. Postanowił, że obejrzy nieprzyjemne, ale ciekawe zjawisko do końca i zwróci się ku dalszym miejscom potencjalnego zarobku.



Sinead - Pt paź 22, 2010 7:23 pm
Ragnar należał do tych, którzy nie pojmowali, co się stało. W jednej chwili martwił się karczmarzem, w drugiej zwiało kilku ludzi w jakąś dziurę, podczas gdy on nie poczuł najmniejszego podmuchu. Założył, że rozegrała się koło niego jakaś wielka magia, i żałował, że w ogóle jej nie zna. Kiedyś marzył, że zostanie wielkim magiem, wymachiwał patykiem - w domyśle różdżką - i rzucał wyimaginowane zaklęcia, niestety, szybko się okazało że jest równie magiczny co drewniany zydel. I podobnie pojętny.
W karczmie się porządnie przerzedziło, zniknęło dziewczę z pierzastym potworem, co ucieszyło Ragnara. Obawiał się, że zwierzę może się wymknąć spod kontroli, a wtedy w ewentualnej walce ktoś mógłby ucierpieć.
Oberżysta był wciąż jakiś nieswój; zaciskał pięść na monetach wręczonych mu przez Gersena, ale nie zareagował na latających dookoła ludzi, nie psioczył na magów płoszących mu klientelę, nikogo nie chlasnął ścierą. Po dłuższej chwili otrząsnął się i podążył kołyszącym się krokiem na zaplecze, z trudem przepychając się przez tłum. Ragnar odprowadził go zaniepokojonym spojrzeniem - obawiał się, że na tym pomieszanie zmysłów karczmarza się nie skończy - po czym ciężko westchnął, przeczesał włosy palcami i sięgnął ponownie po swój kubek miodu. Następnie zwrócił się do czarodziejki.
- Pani, a więc zlecenie...?



Rachel - Pt paź 22, 2010 7:30 pm
Rachel z trudem udało się otrzymać stołu i nie wpaść w portal. Niemal na przekór sobie odetchnęła z ulgą, widząc, że w karczmie zostało dużo mniej osób. Spojrzała na Ragnara. Zdawał się wiedzieć, o czym mówi. A druga podobna okazja może się już nie trafić. Pieniądze miała, nie było więc problemu... poza jednym.
- Zaprowadź mnie jak najbliżej Opuszczonego Krulestwa - powiedziała. - Ale jest pewien problem - zamilkła i zagryzła wargę. Dopiero po chwili udało jej się przemóc i powiedzieć: - Nie umiem jeździć konno.



Sinead - Pt paź 22, 2010 9:37 pm
...O, cholera - ugryzł się w język, dzięki czemu zachował tę niewyszukaną uwagę dla siebie. W zasadzie, nie wiedział, czemu był taki zaskoczony - całkiem wiele ludzi nie umiało jeździć konno - i dziwnym zbiegiem okoliczności większości z nich przypinał łatkę "uczeni". Mógł się jednak spodziewać, że piesza dwu- czy trzytygodniowa wędrówka z nienawykłą do pieszych podróży kobietą nie będzie należała do najprzyjemniejszych przygód, i poczuł dreszcz, jakby przebiegła mu po plecach mysz o bardzo zimnych łapkach. Mimo to nie zamierzał się wycofać - byłoby to głupie, nawet dla niego - poza tym, kobieta była w potrzebie i nieuprzejmie byłoby teraz odmówić.
- To może osiołka jakiegoś...? Szlak u podnóża góry nie należy do najtrudniejszych, ale, nie będę ukrywał, że znacznie wygodniej by się pani podróżowało na wierzchowcu. No, i znacznie szybciej.
Nadchodziła zima. Czarodziejka wybrała sobie dziwną porę na podróże, pomyślał. Bez osła pewnie i tak się nie obejdzie, prawdopodobnie przyzwyczajona jest do lepszych warunków noclegu niż posłanie na ziemi, pod gołym niebem.
- I nie chciałbym być natrętny - powiedział ciszej i siadł blisko niej, tak, by słowa przeznaczone dla niej trafiły tylko do niej - ale o jakiej zapłacie mówimy?



Gersen Arhe - Pt paź 22, 2010 10:55 pm
Oparty o drewnianą ścianę karczmy Gersen założył ręce na sobie i słuchał uważnie rozmowy łowcy i czarodziejki. Wiele osób, szczególnie wysokiego stanu, którzy w swoim życiu nie byli zmuszeni sporo podróżować nie potrafiło jeździć, specjalnie się tym nie zdziwił. Osiodłanie zwierzęcia tak niegodnego jak koń mogłoby zostać odebrane jako dyshonor dla szanującej się damy. Takie ci dziś czasy nastały, że liczy się prezencja, nie zaś praktyczność. Sprawa była poważna, a on miał rozwiązanie... delikatnie ujmując- oryginalne. Zwrócił uwagę wspomnianej dwójki poprzez głośne klaśnięcie dłońmi. Po czym bezczelnie wtrącił się do rozmowy.
- Proszę wybaczyć me maniery. Nie miałem przyjemności się przedstawić, a nawet jeśli, nie pamiętam tego. Możecie mi mówić Vivrien. Pozwolę sobie nadmienić dodatkową możliwość podróży. Szybszą, niźli piesza podróż, zapewne droższą i nieco bardziej kontrowersyjną. Miasto leży kawałek od Rzeki Motyli, tam moglibyście dostać się pieszo. Na miejscu z pewnością znajdziecie niejedną wioskę, czy miasteczko przyrzeczne za pewną opłatą można wynająć łódkę i płynąć w górę rzeki, na daleką północ... do Rodo- Rododendroni, cholera, zawsze mam problem z tym miastem. Później kolejna krótka podróż w kierunku Rapsodii i najbardziej wygodna część wycieczki- spływ Nefari prawie do samego celu, jakim jest jak mniemam- miasto Efne. Podróż zajmie mniej czasu, będzie wygodniejsza... niekoniecznie tańsza.
Po bardzo długim monologu, Gersen odsapnął chwilę i zastanowił się oglądając zadziwione twarze rozmówców. No tak- niecodzienna propozycja. Zdawał sobie sprawę, że nawet bardzo szalona. Lubił ten sposób podróżowania, w przeszłości sporo pracował na rzece, zna mniej więcej koszty takich podróży, dlatego pozwolił sobie na tak ekstrawagancki plan. Minął moment namysłu i uśmiech pojawił się na twarzy mężczyzny. Wtrącił jeszcze jedno zdanie.
- Będąc upartym, można założyć, że koszty będą sporo mniejsze. Ryzyko natrafienia na piratów rzecznych jest znacznie mniejsze niż to, przy którym moglibyście, pozwolę sobie na ten bezpośredni zwrot, trafić na bandytów. Sporo ich się czai na traktach i leśnych szlakach.
Po przemowie, poprawił kurtkę i zaczesał włosy dłonią. Kolejny raz się uśmiechnął i ukłonił. Nie czekając na szydercze docinki względem absurdalnych pomysłów, jakich miał niemało, ruszył w kierunku wyjścia.



Rachel - So paź 23, 2010 6:10 pm
- To bardzo dobry pomysł - przyznała Rachel i dyskretnie odetchnęła z ulgą. Następnie sojrzała na Ragnara. - Zapłata będzie godna - zapewniła. - Jej dokładna wysokość zależy od trudności, jakie naptkamy po drodze... I od tego, jak długo zechcesz mi towarzyszyć - zamikła na chwilę, dając mężczyźnie czas na zastanowienie się. - Proponuję spotkać się przy bramie Meot, kiedy będziesz gotowy. Stamtąd możemy udać się do owej wioski, o któer mówił Vivrien.



Sinead - So paź 23, 2010 6:44 pm
Twarz Ragnara wyciągnęła się, gdy usłyszał propozycję Vivrena i przytakującą mu czarodziejkę. Ponownie poczochrał się po głowie i pociągnął duży łyk miodu, opróżnił kubek.
- Twój plan jest niezły - rzekł powoli, zwracając się do Vivrena. - Nie wiem, gdzie kupiłeś swoje mapy, ale możesz być pewien, że przepłaciłeś. Rzeka Motyli jest dokładnie po drugiej stronie kontynentu.
On sam nie korzystał z żadnych map; mógł rzucić na szalę jedynie swoją reputację, która dla obcych niewiele znaczyła. Nie pracował nad marką, nie starał się, by ludzie znali jego imię, nie zabiegał o sławę - na co komu sława w leśnej głuszy - dbał tylko, by klienci byli zadowoleni z jego usług. Słowo honoru nie ma jednak swojego odpowiednika w złocie.
- Jesteśmy na Równinie Maurat, na wschodzie. Nefari płynie zaraz obok miasta, jest tutaj jednak zbyt niepewna, miejscami płytka, a podróż byłaby diabelnie uciążliwa. Co do wspomnianego przeze mnie osiołka - zwrócił się do Rachel - przydałby się pani podczas dalszej podróży. Jeśli będzie pani kierowała się najkrótszą drogą, prowadzącą przez pustynię, przydadzą się zapasy wody.
Spojrzał wyczekująco na czarodziejkę, ciekaw, czy mu uwierzy. Kiedyś uważał, że skoro mówi prawdę, wszyscy powinni mu wierzyć - jakby miał to wypisane na czole - przekonał się jednak, że życie wcale nie jest takie proste.



Gersen Arhe - So paź 23, 2010 7:16 pm
Gersen przystanął na moment i wychwycił okiem mapę wiszącą na ścianie karczmy. Tą samą, z której wzorował wcześniejszą trasę podróży. Jakieś podłe przekleństwo przebiegło szybko przez jego umysł. Kartografowie stali się w tych czasach okropnie nieuważni. Przy większym nakładzie takich błędnych map, mogłoby się znaleźć wielu niezadowolonych klientów i ogólny chaos. Byłoby wesoło- pomyślał Gersen.
- Szanowni pani raczy wybaczyć mój błąd. Jednak po raz kolejny okoliczności pokazują, że wybrany przewodnik posiada niemałe kompetencje. Szczere gratulacje. Życzę szerokiej drogi. Żegnam!
Czubkiem buta pchnął stare i rozklekotane drzwi karczmy. Odsunęły się z jękiem i wpuściły do karczmy sporo dziennego światła. Dziwne, był gotów przysiąc, że słońce zaszło już dawno temu. Mniejsza z tym... bohater ospale ruszył prostą drogą wychodzącą bezpośrednio z budynku. Nie musiał się spieszyć. Z pewnością znajdzie jakiś zarobek.



Rachel - N paź 24, 2010 2:47 pm
Rachel wzruzyła ramionami.
- Ty jesteś przewodnikiem - powiedziała do Ragnara. - Nie znam tych terenów, inaczej po prostu bym się teleportowała. Jeśli uważasz, że to najlepsze wyjście, dobrze, kupię osiołka. Zapas wody też, zależy mi na możliwie szybkim dotarciu do celu. - Miała już powyżej uszu ganiania za paroma książkami, nawet jeśli były one cenne. Nie sądziła, ze podróz będzie taka trudna. Skoro jednak podjęła się tego zadania, to trudno. Wypełni je. A potem będzie mogła zająć się czym innym, jak choćby kolejne próby opanowania własnej magii.



Sinead - N paź 24, 2010 3:24 pm
Ragnar odprowadził wzrokiem wychodzącego Vivrena. Czuł się źle; zdobył to zlecenie czystym przypadkiem, nie dzięki swoim umiejętnościom, ani dlatego że był pierwszy. Gryzło go sumienie, choć wiedział, że nie miał sobie nic do zarzucenia; trochę to go denerwowało.
Podniósł się z zydla, jego skórzana zbroja nieco zatrzeszczała.
- Spotkamy się zatem przy bramie za kilka godzin. Osiołka może pani kupić na targu, nie sposób go przeoczyć, a zapasy wody kupi pani w Efne, nie będziemy nimi obarczać zwierzęcia niepotrzebnie. Do rychłego zobaczenia, pani - skinął jej głową, zarzucił pochwy z broniami i plecak na ramię i poszedł szukać karczmarza. Chciał się pożegnać, powiedzieć choć słowo na do widzenia. Chłopiec, pomoc kuchenna, nie wiedział dokąd udał się jego pracodawca - zatem Ragnar udzielił sobie zezwolenia, zerknął na zaplecze, a gdy i tam nikogo nie zauważył, wyjrzał na podwórko.
I zobaczył.
Karczmarz wisiał w powietrzu.
Ragnar dopiero po chwili objął spojrzeniem całą scenę: samotne drzewo, lina przywiązana do gałęzi i leżący na ziemi przewrócony stołek. Zaklął, wyciągnął miecz z pochwy i rzucił ekwipunek na ziemię; jednym cięciem przeciął linę, a oberżysta spadł jak worek kartofli. Już się nie ruszał, jeszcze nie był sztywny. Ryknął na chłopca kuchennego; dziecko, wpadłszy na podwórko, zbladło i zatrzymało się gwałtownie. Szybko się okazało, że karczmarzowi może pomóc tylko grabarz.
By wyjść na ulicę, należało przejść przez karczmę. Łowca, przechodząc obok stołu, skinął głową czarodziejce. Zamierzał zajść do kuśnierza, może by dostał portki na kreskę, do rzeźnika, po suszone mięso, do grabarza, by dać mu znać że umarlak za oberżą leży... Skierował się do wrót Meot z nowymi spodniami na tyłku i świeżą porcją zapasów w plecaku.



Rachel - Pn paź 25, 2010 7:44 am
Rachel tymczasem kupiła na znajomym już targu osiołka i trochę prowiantu dla siebie. Miała jeszcze chwilę czasu, więc przespacerowała się kawałek. Starała się zapamiętać to miejsce jak najdokładniej. Kto wie, być może przyda się to jej kiedyś, kiedy będzie się chciała tutaj teleportować?
  Potem skierowała się ku umuwionemu miejscu spotkania. Po chwili nadszedł Ragnar.
- To co? - spytała czarodziejka w nagłym przypływie dobrego humoru. - Ruszamy?



Sinead - Pn paź 25, 2010 6:06 pm
Przy wrotach Meot było tłoczno. Przez bramy w obie strony ciągnęły wozy i pojedynczy podróżni, w większości byli to okoliczni wieśniacy i handlarze. Straż stała po obu stronach ludzkiego strumienia, wyróżniali się dzięki wysokim włóczniom - gdyby nie one, zginęli by w tłumie. Panował harmider. Ragnar powoli zbliżał się do wrót, szukając wzrokiem czarodziejki; już niemal był pewien, że był pierwszy, gdy mignęło mu coś biało-niebieskiego. Pamiętał, że były to kolory jego pracodawczyni i podążył w tamtym kierunku - miał rację, czarodziejka trzymała lejce osiołka i czekała na niego. Uwinęła się, pomyślał z podziwem, i pośpieszył ku niej.
- Możemy ruszać - rzucił i przejął lejce od Rachel. Lepiej będzie wyglądał obdarty chłop z osłem, niźli piękna dama. - Proszę iść za mną, jakoś musimy się przebić przez tłum - dodał. Rumak czarodziejki był spokojny i cierpliwy, powoli torowali sobie drogę przez bramy aż w końcu stanęli za murami Meot. Twarze Ragnara i Rachel owionął przyjemny powiew wiatru niosący zapach łąk i lasów; czekał ich tydzień wędrówki.

Ciag dalszy: Rachel i Ragnar



Avallach - Pn paź 25, 2010 8:35 pm
/close