ďťż
Samotnia Pustelnika



Kazimir - Śr cze 16, 2010 8:56 pm
Wielki kamienny głaz na środku pustyni, ogromny zlepek piaskowca, który został poprzecinany tysiącami tuneli.

Słońce wisiało wysoko na błękitnym, bezchmurnym  niebie. Było południe najgorętszy okres dnia. Gorące piaski pustyni były w tym momencie nie do zamieszkania. Spoglądałem siedząc bezpiecznie w chłodnej jaskini patrząc w dal. Nie pamiętałem od jak dawna się tu znajduje. Musiało trwać to już jakiś czas, gdyż posiadałem już gęstą i długa brodę, która zwisała mi aż do torsu. Dzień jak co dzień. Teraz była chwila odpoczynku, ale miałem świadomość, że za trzy godziny z pewnością wyruszę w kierunku źródła wody na wschodzie poszukiwaniu pożywienia i napitku. Byłem z tego dumny i szczęśliwy. Przynajmniej teraz nie niszczyłem życia.

[zt]




Yorino - Pt cze 18, 2010 7:48 pm
Na horyzoncie zamajaczyła sylwetka biegnącego centaura. Jeśli ktoś myśli, że ów centaur będzie umięśnionym, szlachetnym, pięknymi osobnikiem dzierżącym łuk i szukającym kogoś do ocalenia, to się myli.
Kiedy Yorino podbiegł bliżej, można było z całą stanowczością stwierdzić, że na pewno nikogo nie chciał ratować, a sam raczej tego ratunku pilnie potrzebował. W miarę jak zbliżał się do wielkiego kamienia na środku pustyni zwalniał stopniowo z cwału na galop, z galopu w kłus, a z niego płynnie przeszedł w stęp. W końcu zatrzymał się w miejscu. Był cały spocony, a mimo panującego gorąca - drżał niczym liść na wietrze. Nerwowo oglądnął się za siebie. Ostatnie trzy dni spędził na uciekaniu przez rozszalałym tłumem wieśniaków z sierpami i motykami, którzy chcieli zemsty za swoje plony, które Yorino całkowicie przez przypadek spalił. Próbował również zgubić zgraję krasnoludów, które wrobiły nieszczęsnego centaura w między kopalnianą aferę kradzieży złota, jak łatwo się domyślić, wszyscy byli przekonani, że to właśnie on przywłaszczył sobie ten jakże cenny minerał. O swoich czynach, których wcale nie popełnił, dowiedział się dopiero przy odczytaniu mu zarzutów. Wystarczająco wcześnie, żeby prysnąć, unikając wielu nieprzyjemności. Po drodze na pustyni próbowało go zjeść parę harpii, monstrualny skorpion, a parę razy wpadał do piaskowych dołów, których zupełnie nie zauważył z przyczyny takiej, że próbował jak najszybciej oddalić się od ścigających go kłopotów.
Wziął parę głębokich wdechów i wydechów. Kiedy w miarę wyrównał oddech podszedł bliżej głazu.
- Bardzo ładny głaz... - mruknął bez większego przekonania i w tym samym momencie zauważył, że nie jest sam. Spojrzał z niepokojem na siedzącego osobnika z brodą. Miał nadzieję, że przynajmniej on nie będzie chciał mu odrąbać głowy, a koniny skosztować na kolację.



Yorino - Wt cze 22, 2010 5:02 pm
Yorino jeszcze przez chwilę stał w nerwowym milczeniu, po czym wystartował z kłusu do przodu. Dalej był tylko dziki galop i cwał. Po paru godzinach był już daleko od Wielkiego Pustynnego Głazu Po Środku Pustyni. Był również, jak sam zdążył po chwili zauważyć, na wielkim, piaszczystym terenie, bez wody, mapy i żelaznych racji. Pozostawała mu jedynie rozpacz, która wyraźnie malowała się na jego twarzy, złe samopoczucie i nie za wiele czasu, żeby wymyślić jakiś sensowny plan, zanim odwodni się do końca.
- Och - westchnął jedynie cicho i ruszył już spokojniej do przodu.
"Jak to zrobić? Jak się wydostać? Przydała by się też woda... " Te i inne myśli kłębiły się pod jego czaszką walcząc, żeby najgorsze pytanie przypadkiem samo się nie wyrwało do przodu.
"Czy ja umrę?" Zastanowił się zerkając na niekończący się piasek. Z moim pechem? Nie. Na nieszczęście będę nadal tu istniał. I z tym jakże to optymistycznym hasłem oraz ze zrezygnowanym wyrazem twarzy powlókł się dalej do przodu.
Po godzinie, podczas której niemal padł z wycieczenia, zauważył palmę. A nawet dwie. Niejasno zdawał sobie sprawę, że tam, gdzie jest roślinność, powinna też być woda. Zmarszczył brwi i w zastanowieniu poszedł w tamtym kierunku.
- Oaza! Oaza życia! - Gdyby miał w sobie choć trochę wody, która nie była mu aktualnie jako tako potrzeba, zapewne uroniłby łzy szczęścia. Jednak w obecnej sytuacji po prostu nachylił się nad płaskim jeziorkiem i zaspokoił swoje pragnienie.
- Na ironię. Boję się umrzeć, choć było by to zapewne wielką przyjemnością. Szczęście w nieszczęściu. Ha! - Yorino poprawił swój plecaczek i dziarskim krokiem poszedł dalej. Na horyzoncie piasek zamazał ostatnie ślady centaura. Potem był tylko gorąc.

<zt>