ďťż
[lasy Elisji] Dni w obozowisku



Emitiel - Pt wrz 24, 2010 9:07 pm
Emitiel położyła się koło Mon-Adhura i zasnęła spokojnym snem. Była bardzo zmęczona więc powieki szybko jej się zamknęły. Nie spoglądała  na osoby przy ognisku, nie zważała na to kto śpi a kto nie, nawet nie wiedziała do końca z kim dzieli teraz polanę ... była tak zmęczona, że nie miała już siły o tym myśleć ...

Szła przez gęsty las, słońce prześwitywało przez korony drzew ... szukała kolejnej rośliny ... jednak nie wiedziała dokładnie której ... zaraz za nią krok w krok szedł Mon-adhur, w pobliżu zaś biegał swobodnie Esmodeusz z Szangrin. Była szczęśliwa Przez sen czuła ciepło bijące od ukochanego, było jej tak dobrze ... w pewnym momencie ciepło odsunęło się jakby od niej ... obudziła się. Mon-adhur leżał kilka centymetrów dalej ... zaspana i półprzytomna rozejrzała się po obozowisku.




Morko - Pt wrz 24, 2010 10:50 pm
Mimo toczących się w obozie rozmów Morko zaczęła przysypiać. Ziewnęła tak dyskretnie jak tylko potrafiła. Najchętniej położyłaby się spać. Dawno nie czuła się tak przyjemnie rozluźniona. Przez moment zastanawiała się, czy aby powodem owej senności i wszechogarniającego spokoju nie jest ziołowa herbatka, którą zaaplikowała sobie godzinę temu. A dokładniej efekt naparu wzmocniony dodatkowo brakiem jakichkolwiek ghuli. I znów ziewnęła.

Otrzeźwiała natychmiast. Widok nieznajomej sprawił Morko ból.
- Witaj - szepnęła.



Naeve - So wrz 25, 2010 9:02 pm
Wpatrywała się w płomienie, próbując sobie przypomnieć. Był ktoś, o kogo powinna się martwić. Nie wiedziała, czy to on czy ona, nie wiedziała kim jest ten człowiek a jednak poczucie, że zostawiła kogoś w ogromnym niebezpieczeństwie, że powinien zostać ostrzeżony nie dawało jej spokoju. Usiłowała dosięgnąć i pochwycić chociaż imię tajemniczej osoby, jednak wymykało się jej równie łatwo jak inne wspomnienia.

Gdy niedaleko rozległo się "witaj", Naeve, zupełnie odruchowo, zapominając, że nie może być zobaczona, odwróciła się lekko w tamtym kierunku.



Mon-adhur - Śr wrz 29, 2010 10:26 am
Obudził się z ciężkiego snu który nie przyniósł ulgi, lecz czół się teraz lepiej. Rany bolały a zniszczone oko paliło niczym żywy ogień. Stęknął próbując się podnieść. Odczekał chwilę i ponownie podjął wysiłek, tym razem zakończony sukcesem. Stał chwilę na szeroko rozstawionych kopytach oddychając ciężko. Popatrzył po obozowisku, zatrzymał na chwilę wzrok na Emitiel uśmiechając się. Pogłaskał po łbie kręcącego się Esmodeusza. "Jaki jestem głodny" pomyślał i ociężałym krokiem ruszył w stronę ognia. Szangrin siedziała przy ognisku zachowując się dziwnie tak jakby ktoś był koło niej, lecz Mon-adhur nie dostrzegał nikogo. Na pytające spojrzenie wilczyca użyczyła mu na chwilę swojego wzroku. Centaur dostrzegł kobiecą postać siedzącą przy ogniu i grzejąca dłonie. - Co to jest? - wyszeptał nie rozumiejąc zjawiska.




Emitiel - So paź 02, 2010 4:54 pm
Emitiel przetarła oczy i wyrwała się Pani Snów z objęć. Zobaczyła Mon-adhura idącego w stronę ogniska. Zaraz poderwała się na kopyta i ruszyła w ślad za nim. Bała się o niego. Nie powinien w tym stanie się podnosić ...

Usiadła koło niego przy ognisku i spojrzała na kobietę siedzącą po jego drugiej stronie ... nie znała jej, a jednak nie wydawała jej się zagrożeniem.
-Nie powinieneś chodzić w takim stanie ... jeszcze nie jest na to czas .. musisz oszczędzać siły - szepnęła cicho do ukochanego.
Znów zwróciła głowę w kierunku nieznajomej.
-Kim jesteś? I jak się tu znalazłaś ? - zapytała łagodnie.



Mon-adhur - Pn paź 04, 2010 10:07 am
Uśmiechnął się do Emitiel. - Spokojnie kochana. Nie mam zamiaru szafować resztkami swojego zdrowia. Już czuję się lepiej. Jak będę na siłach to jutro ruszymy. - Zastanowił się ponownie nad zjawiskiem. Kobieta która nie ma ciała czyli duch, lecz nie posiadała nic z tego co posiadają duchy. Co do tego nie miał najmniejszych wątpliwości, nie raz rozmawiał z duchami przodków, jedyna wspólną cechą to była niewidzialna dla istot śmiertelnych. Zastanowił się nad pochodzeniem kobiety i przyszło nagłe olśnienie. "To uwięziona dusza!". Starał się przypomnieć sobie zasady egzystencji duszy ludzkiej, jaki powód trzymał ja tu na ziemi? Westchnął i zadumał się nad nieszczęściem kobiety.
- Emitiel kochanie przynieś od legowiska moje juki. -



Naeve - Pn paź 04, 2010 12:01 pm
Zaskoczyło ją i zmieszało nagłe zamieszanie wokół jej osoby. Rozejrzała się po obozowisku zastanawiając się, co powinna zrobić. Powoli podniosła się, żałując, że nie może dłużej cieszyć się ciepłem ognia, jednak obawa była zbyt wielka by ją zignorować.
Wycofanie się między drzewa nie wydawało się być dobrym pomysłem - skoro ją widzieli, być może mogli także ścigać.
Zaczęła gorączkowo przeszukiwać umysł w poszukiwaniu odpowiedzi, czegokolwiek, co mogłoby jej pomóc. Zacisnęła dłonie starając się bardziej skoncentrować, co w połączeniu z bacznym obserwowaniem "towarzyszy" wydawało się niemal niemożliwe.



Emitiel - Pn paź 04, 2010 1:59 pm
Emitiel chciała już mu odpowiedzieć, że jutro o wyprawie nie ma jej co nawet mówić ... kiedy ten niespodziewanie poprosił ją o juki z legowiska.
Nie wiedziała po co są ukochanemu jednak podniosła się i poszła po nie.
Dzień zaczynał powoli budzić się do życia. Gwiazdy pobladły i wiatr się ocieplił. Zapowiadał się dobry dzień.



Daren - So paź 09, 2010 6:35 am
Głęboki sen zmorzył Darena, a gdy się obudził, ujrzał Mon-Adhura. Siedział przy ognisku razem z Emitiel. Elf uśmiechnął się lekko, po czym ziewnął przeciągle. Szangrin nie zachowywała się tak jak zawsze, a i Emitiel rozmawiała z kimś, kogo młodzieniec nie widział. Po chwili jednak dostrzegł lekki zarys jakiejś kobiety. Chłopak spojrzał pytająco na starego centaura, po czym zapytał go:
- I jak się czujesz? Już lepiej? - w jego głosie słychać było troskę. Lubił Mon-Adhura i znał go dłużej niż ktokolwiek z tego obozowiska. Nie był to może zbyt wielki odstęp czasu, podczas którego do ich obozowiska na pustyni przybywali Yorino, Emitiel i inni. Widział jak pani Esmodeusza patrzy na starego centaura. On odwzajemniał ten wzrok pełen... Miłości? "Nie, to chyba nie to..." - pomyślał Daren, sprawdzając, czy cięciwa jego łuku jest ciągle napięta.



Laurendile - So paź 09, 2010 6:42 am
Laurendile nie spała. Cały czas siedziała przy ognisku, lustrując dokładnie poczynania jej przyjaciół - płomyków - i szeptania czegoś w znanym tylko sobie i im języku. Usłyszała ciężkie kroki za sobą, po czym odwróciła się raptownie. Ku ognisku szedł Mon-Adhur. Mała wstała i podleciała ku niemu. Usiadła Emitiel na ramieniu, po czym rzekła:
- Jutro? Fajnie! Ale pewnie znowu ktoś wpadnie w tarapaty i będziemy uziemieni na kolejne kilka tygodni - spostrzegła, jak wszyscy się na nią patrzą, po czym jej twarz spłonęła rumieńcem i mruknęła: - No dobra, dobra... A jaki będzie kolejny cel naszej podróży? Mam nadzieję, że nie ta pustynia!



Morko - N paź 10, 2010 10:20 pm
"Pustynia" - na samą myśl przeszył ją nieprzyjemny dreszcz. Otrząsnęła się.

Przyjrzała się uważnie nieznajomej. Usiadła przy ognisku i gestem zaprosiła kobietę by zrobiła to samo.
- Sądzę, że z naszej strony nic ci nie grozi. Uciec zawsze zdążysz - rzekła uspokajająco. - Zdaje się, że większość moich towarzyszy cię nie widzi.

Po chwili wahania dodała: - Być może będziemy ci w stanie jakoś pomóc.

Chciała jeszcze powiedzieć, że doskonale ją rozumie, że nie bez powodu ją widzi, ale nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów. I tylko uśmiechnęła się smutno.



Mon-adhur - Pt paź 15, 2010 9:33 am
Uśmiechnął się do chłopaka. - Nie jest źle. Choć mogło być gorzej. - Odebrał od Emitiel juki, a gdy siadła koło niego pocałował ja w ramię i zanurzył swoje olbrzymie dłonie w pakunkach. - Gdzieś tu jest... hmmm.. to nie to...to też nie to...jest. - Z namaszczeniem na twarzy wydobył z juku bębenek, mały instrument pomalowany jaskrawo i przybrany ptasimi piórami. Położył go przed sobą na ziemi i ponownie zanurzył dłonie w przepastnych workach. Wciąż mrucząc coś pod nosem wydobył woreczek wykonany ze skóry, mógł uchodzić za mieszek ale był znacznie większy i nie brzęknął upuszczony obok bębenka. Szangrin widząc poczynania swego ukochanego pana podwinęła ogon i zawyła przeciągle i żałośnie. Cicho skomląc ułożyła się koło Mon-adhura aby być jego oczami. Centaur rzucił garść skruszonych grzybów w ogień które wydobył z woreczka i uderzył w bębenek. Kiedy sinoniebieski dym uniósł się nad ogniskiem stary zainwokował starą modlitwę do Bogów Wiatru i Ziemi. Jego palce uderzały w instrument powoli lecz z każdą minuta rytm przyspieszał. Mon-adhur to zniżał to podnosił głos śpiewając do swoich Bogów i duchów Przodków. Teraz bębenek warczał jak dziki zwierz a centaur popadał w ekstazę. Jego twarz jaśniała, siwe włosy opadły na plecy kiedy uniósł głowę w górę a przez ciało zaczęły przebiegać spazmy. Coraz szybszy rytm wprowadzał wszystkich w stan lekkiego transu. Centaur nagle zamilkł i przestał grać, uniósł dłonie trzymające instrument w górę i zakrzyknął kilkakrotnie, po czym wyjął następna porcję zmielonych grzybów i cisnął ja w ogień. Teraz rytm bębenka rozbrzmiał ponownie spokojnym równym rytmem a głos centaura przycichł i stał się uległy i poddańczy. Z pod cienia który rozsnuwały okoliczne drzewa wynurzyły się ledwie dostrzegalne postacie, ludzi zwierząt i innych istot. Wszystkie powoli zbliżały się w stronę ognia.



Naeve - N paź 17, 2010 11:09 pm
Zwinięta w kłębek krzyczała długo i przeciągle. Nie rozumiała co się dzieje - powiedzieli, że nie chcą jej skrzywdzić. Teraz zaś leżała na trawie przy ognisku i krzyczała z bólu, jakiego nie czuła jeszcze nigdy w życiu.
Zakryła uszy dłońmi w nadziei, że kiedy głos mężczyzny chociaż trochę ucichnie, ból zmaleje, jednak nic takiego się nie stało. Dźwięki bębenka wibrowały wokół niej, wwiercając się w umysł.
Czuła, że pozostałe części jej duszy są wzywane mocą dziwnej pieśni, jednak zaklęcie rozdzielające było zbyt silne.
Zemdlała.



Mon-adhur - Pn paź 18, 2010 7:23 am
Zamilkł. Opuścił głowę i westchnął, jego siwe długie włosy opadły na twarz zakrywając ją całkowicie. Zacisnął zęby walcząc z bólem który czuł od kobiety-ducha. Zamknął oko i uspokoił umysł sprowadzając kojący wszystko spokój na obecnych wokoło. Podniósł głowę i szybko naciął skórę kościanym nożem na przedramieniu, po czym strząsnął krew z ostrza i ręki w ogień aby nakarmić przybyłych i kobietę-ducha która najwyraźniej utraciła świadomość. Popatrzył po zebranych wokoło i zamyślił się głęboko. To co gnało tą duszę nie było przyziemnym przekleństwem. Z tego co zauważył dusza była niepełna, tak jakby rozdarta na wiele kawałków.
- Ktoś ciebie straszliwie skrzywdził. - wyszeptał jakby sam do siebie. "Jeżeli jej dusza jest rozdarta, to gdzie są pozostałe części?". Powinien wzniecić moc wróżenia przy kobiecie i znaleźć miejsca które więżą jej pozostałe resztki, lecz trans i "pieśń duchów" wyraźnie go osłabiły. Wziął glinianą miseczkę i napełniwszy ja wodą postawił blisko ognia aby się ciecz ogrzała. Kiedy woda zaczęła parować strącił w nią kropelkę własnej krwi i postawił naczynie tuż koło głowy kobiety. "Tyle mogę dla ciebie zrobić dziś. Przepraszam za ból który ci zadałem. Nie można było inaczej. To powinno ciebie trochę wzmocnić."Westchnął ciężko i oparł się o Emitiel.
- Myślałem że jestem sprytniejszy od Bogów Wiatru i Deszczu. Ale oni pokazali mi że tak nie jest. -
Cienie zebrane przy ogniu nasyciwszy się dymem zniknęły.



Yorn - Pn paź 18, 2010 7:41 am
Dziwne. Kiedy zdawało się że już nie żyje jakiś głos wyrwał go z mocy prześladowcy. Świat zawirował wściekle a kiedy wszystko wróciło do normy siedział niedaleko ogniska wokół którego były zebrane istoty. Pośród nich dostrzegł niewyraźny zarys kobiety która przypominała mu Naeevę. Przekrzywił głowę i przyjrzał się ponownie. Z jego gardzieli wydarł się okrzyk radości. Zerwał się i wylądował koło Centaura i Naeeve. Krzyknął ponownie i potrząsnął z dumą piórami. Potem skubnął jak zwykle swoją przyjaciółkę lecz jego zdziwienie nie miało granic gdy dziób trafił w pustkę.



Elianan - Pn paź 18, 2010 10:24 pm
Chociaż Elianan nie mogła tego wiedzieć, pieśń Mon-adhura podziałała i na nią. Wyrwana ze snu otworzyła gwałtownie oczy i rozejrzała się - była ze wszystkimi... Na tę myśl uśmiechnęła się do siebie - w jakiś zupełnie dla niej niepojęty sposób, "wszyscy" stali się nagle bliscy jej sercu. Myśląc o nich, czuła się, jakby myślała o domu. Uśmiechnęła się lekko.
Kiedy zadrżała z zimna, zdała sobie sprawę, że nie jest już w postaci wilka. Gwałtownie zakryła to, co jak sądziła, powinno pozostać w ukryciu i rozejrzała się za swoimi ubraniami, które - na szczęście - leżały niedaleko.
Kiedy przerzuciła przez głowę tunikę uszytą przez czarodzieja, zdała sobie sprawę, że wszyscy skupili się w jednym miejscu - wokół sokoła.
Podeszła i przysiadła niedaleko ogniska, wysuwając przed siebie bose stopy - uśmiechnęła się lekko, kiedy przyjemne ciepło rozeszło się po jej ciele - zastanawiając się czy ptak, podobnie jak i ona, jest zmiennokształtnym.
- Witaj - powiedziała w mowie zwierząt, naśladując ptasi śpiew. Nie była w tym dobra, ale miała nadzieję, że sokół ją zrozumie. - Kim jesteś? - zapytała, gdyż nic innego nie przyszło jej do głowy.



Yorn - Wt paź 19, 2010 7:14 am
Yorn zrozumiał pytanie, lecz sens zdania był mu obcy. Przekrzywił głowę przyglądając się Elianan i popiskiwał. W jego głosie dało się wyczuć obawę o czyjeś życie. Zachowanie Yorna świadczyło że jest bardziej sokołem niż czymkolwiek innym. Chociaż Elianan zastanawiała niezwykła inteligencja jak na zwykłego ptaka. Yorn próbował okrzykami przekazać wszystkim naokoło swoje obawy i troskę o leżącą kobietę ducha. Chodził wokoło jej eterycznego ciała i co chwila próbował ja skubać dziobem. W końcu zrezygnowany zapiszczał żałośnie i wskoczył na nogi wilkołaczki i tam patrząc jej w oczy ponownie wydał z siebie okrzyk pełen rozpaczy. Sens tej skargi dotarł do dziewczyny aż nadto dobitnie. Sokół prawdopodobnie był własnością nieznanej kobiety, lub w jakiś sposób musiał być związany z nią niezrozumiałą mocą. Yorn usadowił się na kolanach Elianan i skubał rzemyki od jej ubrania popiskując niczym pisklę. Ostatnią rzeczą która uderzyła dziewczynę to było spojrzenie ptaka, tak mógł patrzeć tylko człowiek.



Evien - Wt paź 19, 2010 11:59 am
Upadła miękko koło ogniska. Właściwie to ją obudziło. Wciąż była tylko ziarenkiem, otoczonym kłębkiem roślinnego puchu. W zetknięciu z ziemią poczuła ogromną potrzebę zapuszczenia w nią korzeni. Chciało jej się pić...

Przed oczami zebranych w obozowisku, w nienaturalnie szybkim tempie, wyrosło młode drzewko. Cieniutki pęd strzelił w górę z niewielkiej kępki trawy. Po chwili wyglądała jak pojedyncza gałązka wetknięta w ziemię. Liści miała niewiele, ale już je rozwinęła, w oczekiwaniu na słońce. Nitki korzeni zanurzyła w ziemie, która stawała się coraz bardziej zimna i mokra. W końcu zaczęła pić.
- Nareszcie...
Odetchnęła z ulgą i czystą rozkoszą w języku roślin. Dopiero po chwili zaczęła się interesować otoczeniem. W pierwszej kolejności przywitała się grzecznie z okoliczną roślinnością. Nad nią rozpościerały swoje konary poważne, sędziwe drzewa. Dookoła był nieco krzewów, przytulonych między pnie. No i oczywiście wszechobecna trawa. Milcząca, obojętna i niespecjalnie mądra.
- Witajcie - posłała florze pogodne powitanie młodej, pełnej optymizmu osoby, świeżo zbudzonej ze snu - Co to za zebranie? Ahhh... Ona nie wygląda normalnie.
Dopiero, kiedy zwróciła uwagę na centaury i resztę stworzeń, przypomniała sobie, że całkiem od niedawna jest rośliną. Nie chciała jednak wzbudzać większego zamieszania, więc póki co postanowiła pozostać młodym drzewkiem i obserwować bieg wydarzeń.



Mon-adhur - Wt paź 19, 2010 12:30 pm
Stary westchnął ponownie. Podniósł głowę a siwe włosy rozsypały się po ramionach.
- Nie wiem jak tobie pomóc nieznajoma. Przynajmniej na razie. -
Jego półślepy wzrok padł na sokoła. Zachowanie ptaka zdziwiło go. Po chwili dostrzegł dziwne powiązanie kobiety i sokoła. "To może w czymś pomóc."Pomyślał przyglądając się wilkołaczce z ptakiem na kolanach. "Tylko jak?" Postanowił zebrać siły na dzień następny aby ponowić próbę. W sumie sam jeszcze nie bardzo wiedział co powinien zrobić. "Ranek przyniesie podpowiedź." Wtedy dostrzegł to co w pierwszym momencie uszło zupełnie jego niedowidzącemu wzrokowi. Roślina która wyrosła w niezwykłym tempie. W zasadzie nie dostrzegł jej wzrostu a tylko zauważył coś czego nie było gdy zaczynał "pieśń duchów". Skorzystał z oczu wilczycy aby się dokładnie przyjrzeć zjawisku. Szangrin podniosła się i zbliżyła do świeżo wyrosłego pędu, obwąchała go i pozwoliła staremu centaurowi obejrzeć roślinę swoimi oczami.
- Zadziwiające. - wyszeptał Mon-adhur,  po czym począł układać na żarze ogniska kawałki mięsa, cebulę i ziemniaki. "To nie moja pieśń to sprawiła. Może to znak od Bogów Wiatru i Deszczu?" Potrząsnął głową i delikatnie przetarł paskudną ranę po lewym oku. "Znów zaczyna boleć.To znaczy goi się." Przestał myśleć nad sprawami rana i po kilkunastu minutach zaczął rozdawać posiłek zebranym przy ogniu. Kawałek mięsa w stanie surowym podał Elianan.
- Masz Wilczyco - uśmiechnął się -Nakarm gościa. -
Stary podniósł się i podszedł do gałązki cudu. Dotknął dłonią młodej łodygi i posłał swoje myśli ku ziemi aby te zjednoczyły się z jej korzeniami i duchem. "Witaj zarodku życia. Cóż cię tu sprowadza?"



Evien - Wt paź 19, 2010 4:14 pm
Odczuła jego dotyk i był dla niej zaskoczeniem. Gałązka, którą musnął palcami umknęła mu, jakby była żywa i przestraszona.
- Pragnienie - odpowiedziała wciąż w mowie roślin bardzo onieśmielonym głosikiem. - Kim jesteś?
Kiedy wilczyca ją obwąchiwała, obkręcała się i wyginała tak, żeby zwierze jej nie dotknęło. Niepokoiła ją. Wyczuwała w niej magię, której nie ufała.
- To twoja przyjaciółka? Niech mnie nie łaskocze...



Mon-adhur - Wt paź 19, 2010 4:53 pm
Cofnął dłoń kompletnie zaskoczony, po czym położył ja na wielkim łbie Szangrin. Chwilę stał tak jakby nie wiedział co ma zrobić, potem jednym ruchem otworzył manierkę i wylał jej zawartość u stóp rośliny.
"To Szangrin. Moje oczy. Ja jestem prawie ślepy. Kim jestem? Kimś kto utracił sporo ale ma nadzieję w sercu i wciąż szuka. Dla Centaurów jestem Łucznikiem Żywiołów. Kimś kto stanowi bramę pomiędzy duchami przodków a klanem. Ale klanu już nie ma. Nie obawiaj się nie chcę ciebie skrzywdzić a Szangrin tym bardziej."
wytrząsnął ostatnie krople z manierki i rzucił ją na swoje rzeczy koło ognia.
"A ty kim jesteś? Pierwszy raz napotykam kogoś takiego jak ty." Ponownie potarł pusty oczodół, ból się nasilał.



Evien - Wt paź 19, 2010 6:07 pm
Poczuła przypływ siły. I tak już skupiła na sobie uwagę, więc zdecydowała się powrócić do ludzkiej postaci. Drzewko nagle się pogrubilo, skręciło spiralnie i urosło do wzrostu człowieka. Ciało Evien uformowało się kręcąc się wokół własnej osi i wyprostowało gdy stanęła jako jasnowłosa dziewczyna. Dopiero co odzyskała oczy. Gdy więc go zobaczyła górującego nad nią na wysokości końskiego kłębu, otworzyła usta z obawą i cofnęła się kilka kroków.
- Jestem... Evien panie... - wyjąkała - Dziękuję za wodę.
Odchrząknęła i rozejrzała się po obozowisku obserwując pozostałe osoby.
- Nie chciałam się narzucać, ale gdybym mogła jakoś pomóc..



Mon-adhur - Wt paź 19, 2010 8:33 pm
Mon-adhur uniósł obie dłonie do twarzy którą wykrzywił grymas bólu.
- Rozgość się. Każdy jest tu mile widziany. -
Zawrócił i chwiejnym krokiem ruszył w stronę legowiska. Szangrin powęszyła jeszcze chwilę i ruszyła za swoim ukochanym panem. Centaur zachwiał się i złapał obiema dłońmi ponownie za twarz.
- Emitiel tam w jukach jest... . -
Głos się urwał i olbrzym padł jak kłoda nie dochodząc do legowiska. Hałas jaki przy tym zrobił zwrócił uwagę wszystkich wokoło. Kopyta jeszcze chwilę darły ściółkę zanim stary centaur stracił świadomość.



Evien - Śr paź 20, 2010 1:31 pm
Krzyknęła przestraszona. Wpatrywała się w cierpiącego centaura szeroko otwartymi, zielonymi oczami. Bała się podejść w pierwszej chwili. Jego potężne rozmiary i siła końskich nóg przerażały ją i obawiała się, że niekontrolowane odruchy rannego, mogłyby wyrządzić jej poważną krzywdę. Zaszła go jednak od strony pleców i uklękła przy leżącym na ziemi torsie.
- Prosił o coś z torby! - zawołała zadzierając głowę na pozostałych obecnych.
Delikatnie odgarnęła siwe włosy, że by zobaczyć jego okaleczona twarz. Skrzywiła się na ten widok. Zniszczone oko z bliska wyglądało makabrycznie i na chwile poczuła, że robi jej się niedobrze. Zaraz się jednak opanowała i w jej sercu pojawiło się współczucie. Zdawało jej się, że wyczuwa bijący od jego ciała żar, świadczący o gorączce. Jeśli dręczył go stan zapalny, istniała możliwość, że będzie umiała mu pomóc. Nie czekała na reakcję innych. Po prostu wstała i pobiegła w głąb lasu. Przestała biec po kilku chwilach Zwolniła i oddychając szybko, dokładnie zaczęła rozglądać się po zaroślach szukając odpowiedniej rośliny. Pytała drzew i kluczyła zmieniając kierunki w które ja kierowały głosy przyrody.
Znalazła ziele po dość długich poszukiwaniach. Było niewielkie, więc dotknęła go, by wzrosło i wybujało. Najpierw oderwała czubek i delikatnie umieściła go w ziemi, uspokajająco przemawiając do roślinki. Tchnęła w ten fragment życie i upewniła się, że sadzonka zapusciła korzenie. Dopiero wtedy wsunęła resztę rośliny do tobołka i wróciła do obozowiska.



Mon-adhur - Śr paź 20, 2010 2:09 pm
Upadku już nie czół, gdyż zanim ciało dotknęło ziemi świadomość zdążyła zgasnąć jak zdmuchnięta świeca. Ból. Ciemność przyniosła ukojenie. Głosy z zewnątrz dobiegały jak zza grubej kotary. Poczuł ten stan kiedy duch opuszcza ciało. Otworzył oczy i dostrzegł że stoi nad swoim ciałem z którym jest połączony srebrną nicią. Rozejrzał się wokół za nieznajoma. Jej ciało eteryczne leżało cały czas w tym samym miejscu. Dostrzegł jeszcze nić która łączyła ją z jakimś niezidentyfikowanym obiektem. Po czym wysiłek był zbyt duży i czuł że słabnie. Powrót do ciała był gwałtowny i brutalny.
- Bogowie. - wyszeptał spierzchłymi wargami.



Evien - Cz paź 21, 2010 7:42 am
Zmartwiła się widząc, że centaur wciąż się nie podniósł i ledwo odzyskuje przytomność. Nie było czasu na grzeczności i okazywanie sympatii i wsparcia. Zorientowała się już, że druga istota podobna do niego darzy go uczuciem i z pewnością spełni tę rolę. Tymczasem Evien uklękła przy ognisku i ujęła w dłoń duży płaski kamień. Ułożyła na nim liście zebranej rośliny i drugim, mniejszym kamieniem zaczęła je pocierać, by rozetrzeć je na papkę. Z tak przygotowanej miazgi uformowała niewielka kupkę, odłożyła wszystko na bok i wstała. Podeszła do wilkołaczki i zapytała nieśmiało.
- Przepraszam, czy macie może jakieś naczynie na wodę? Najlepiej metalowe, żeby dało się ja podgrzać na ogniu. Jeśli nam się to uda, przygotuję wywar, którym będzie można nasączyć opatrunki Łucznika.
Nie znała jego imienia, a to jedno określenie dobrze zapamiętała po tym, jak jej się przedstawił.
Jej wzrok spoczął na sokole. Wyczuła od niego coś nietypowego dla zwierzęcia. Mowy zwierząt nie znała niestety, ale za to bez trudu rozpoznawała aury. W tym stworzeniu tkwiło coś, co nie pochodziło ze świata natury.



Emitiel - Cz paź 21, 2010 2:50 pm
Odwróciła się w  stronę nowo przybyłej kobiety ... Coś robi się nas tu strasznie dużo - to pierwsze myśli jakie przyszły jej do głowy ...
Kiedy Mon-adhur wstał by ją powitać zaniepokoiła się lekko ... nie powinien ... nie po tym wysiłku który włożył w próbę uratowania istoty ... Była na niego zła w ogóle się nie opiekował sobą nie zważał na to, że wciąż jest ranny i słaby ...
Od kobiety biła dziwna aura, której jeszcze nigdy w życiu nie czuła ... była zaniepokojona jej przybyciem ... Czego tutaj chciała? Jak ich znalazła ? Emitiel dręczyło wiele pytań .... przestały być one ważne gdy jej ukochany upadł bezwładnie na ziemię ... Emitiel poderwała się na równe kopyta i podbiegła do niego ... miał gorączkę .. znów się zaczęło ...
Kobieta pobiegła gdzieś w las ... tak jakby się czegoś przestraszyła ?
Emitiel uklęknęła nad nim i dotknęła gorącego czoła ... chciała zbić mu gorączkę ... wiedziała jednak, że zwykłe zaparzenie ziół nie wystarczy ... z jej ukochanego uchodziło życie ... i nie mogła nic z tym zrobić chyba że ...
Emitiel dawno dawno temu kiedy żyła jeszcze ze swoim stadem usłyszała od babci pewną historię ... podobno jeśli jedna osoba jest przeznaczona drugiej ... mogą uratować się na wzajem oddając sobie cząstkę swej duszy ...
Emiteil nie wiedziała czy jest przeznaczona Mon-adhurowi ... postanowiła jednak spróbować ...
Położyła jedną rękę na jego sercu ... zaś drugą na czole ... Nie wiedziała jak to się robi ... jakiś niesamowity instynkt kierował nią ...
Emitiel pochyliła się po zaczęła całować ukochanego ...czuła jak słabnie ... jakby traciła przez chwilę chęć do życia ... stawała się lekka ... jakby coś odjęto z jej ciała ...
Kiedy otworzyła oczy i poczuła lepiej zobaczyła przytomnego Mon-adhura. Uśmiechnęła się do niego ...
-Witaj z powrotem kochany - szepnęła cicho ...
Jednak w tej samej chwili na obozowisko wróciła nieznajoma kobieta z jakimiś roślinami w ręce, zaczęła je zcierać na kamieniach ...
Zachowywała się jakby wszystkich tu znała... dziwiło to Emitiel ...
Spojrzała pytająco na ukochanego mając nadzieję, że jej to wyjaśni ...



Evien - Cz paź 21, 2010 4:23 pm
Popatrzyła po nieznanych sobie twarzach. Poczuła się jeszcze bardziej zażenowana i zagubiona. Ich oczy zdawały się mówić "Kim ona jest? Skąd się tu wzięła? Co zamierza zrobić i dlaczego?" Najokropniejsze było to, że na większość tych pytań sama nie znała odpowiedzi. Spuściła wzrok i kucnęła po kamień z roztartym zielem, zanim tamta kobieta zdążyła otworzyć usta. Podeszła do centaurów i położyła przedmiot przy nich na ziemi.
- To... pomaga na gorączkę... - wyjąkała, spoglądając na kobietę-konia nieśmiało i cofnęła się szybko. Miała ochotę jak najszybciej zdjąć z siebie uwagę. Oddaliła się między drzewa nie bacząc na to czy ktoś coś do niej mówi. Usiadła pod jednym z pni, podciągnęła kolana pod brodę i pozostała tak, na uboczu, nie mając odwagi ani wrócić, ani odejść sama.



Mon-adhur - Cz paź 21, 2010 6:39 pm
Powoli wracała świadomość a ból dawał o sobie znać. Kiedy otworzył oko ujrzał koło swojej twarzy, twarz Emitiel. Uśmiechała się. I wyglądała w tym momencie jak jakiś anioł. Mon-adhur ujął ja delikatnie swoimi wielkimi dłońmi i przytulił do siebie.
- Dobrze że jesteś. - po czym pocałował ją czule i delikatnie w usta.
- Chyba straciłem trochę siły, ale wszystko będzie dobrze.- pogładził delikatnie ją po policzku.
- Chciałem powiedzieć że w jukach mam eliksir z włosów jednorożca. Rozpuść 6 kropli w kubku wody i podziel na dwie części. Jedną daj Darenowi a drugą przynieś mi. To co zostanie schowaj, może przyjdzie czas że dasz go komuś dla ciebie ważnemu. -
uśmiechnął się przez ból i dotknął czubkiem palca jej nosa.
- Emitiel, źrenico mego oka. - pocałował jej dłoń i powoli puszczał kiedy szla w stronę jego juków.



Emitiel - Cz paź 21, 2010 7:33 pm
Emitiel przygotowała napoje i jeden z nich podała mon-adhurowi ... podniosła  ukochanego do pozycji siedzącej i podała mu naczynie z napojem ...
- Powinieneś dostać solidne lanie , nie powinieneś tak szybko wstawać ... jak widzisz przyszła podróż jest niemożliwa ... nawet nie masz co o niej myśleć kochany ... - pwoiedziała stanowczo do niego i usiadła koło niego ...  Spojrzała na kobietę siedzącą na skraju lasu ...
- Podejdź tu ... nic ci nie zrobimy ... Jak Cię zwą kim jesteś ?  - powiedziała do niej ...



Evien - Cz paź 21, 2010 8:15 pm
Patrzyła z oddali na czuły pocałunek starego centaura i jego ukochanej i nie wiedziała czemu poczuła bolesne ukłucie w brzuchu. Zrozumiała, ze oni maja coś ważnego, czego ona nie poznała. Nigdy nie czuła się jeszcze tak przeraźliwie samotna. Jej zielone oczy nabrały blasku, z powodu wzbierających łez. Gałęzie paproci musnęły ja po policzku. Skuliła się mocniej. Była na początku roślina. I nadal to one najwięcej z nią rozmawiały. Zauważały i witały chętniej niż inne żywe stworzenia. Może nigdy nie powinna upodabniać się do człowieka? Może powinna znaleźć sobie jakieś słoneczne spokojne miejsce i zapuścić korzenie na zawsze? Tylko czemu gdy widziała takie sceny... pragnęła zaznać czegoś takiego jak te istoty. Nigdy nie spotkała tego miedzy roślinami. Drgnęła, gdy usłyszała słowa centaurki i w pierwszej chwili nie była pewna czy są one skierowane do niej. Wahała się, czy odpowiedzieć. Jednak postanowiła, ze nie ma odwagi i zamiast otworzyć usta schyliła głowę. Wtedy poczuła, że obwąchuje ją jakieś zwierzątko. To była wiewiórka.
"Zabierz mnie stąd leśna przyjaciółko" poprosiła w myślach.
Skurczyła się do małego kawałka łodygi. Potem rozpostarła kolejne odnogi, duże liście i obfite rozety z kosmatymi rzepami. Zaczepiła się o puszysty ogonek wiewiórki i opuściła razem z nią swój krzew i obozowisko.

[Z tematu na ogonie wiewiórki]



Emitiel - Cz paź 28, 2010 7:08 pm
Emitiel spoglądała na kurczącą się kobietę ... po chwili ta zniknęła całkowicie z jej oczu ...wiewiórka która znalazła się opodal czmychnęła ... co zresztą nie dziwiło centaurzycy ... zastanawiała się jednak gdzie się podziała kobieta ...
Spojrzała pytająco na Mon-adhura ...
-Jak się czujesz ? - zapytała z troską w głosie i dotknęła jego czoła, wciąż było ciepłe, lecz nie rozpalone jak chwilę temu ...
Zmartwiła się ... zioła i jej magia nie za wiele zdziałają ... za niedługo może stać się coś dużo dużo gorszego niż zemdlenie i krótka wędrówka po zaświatach ... niedługo jej ukochany może z niej nie wrócić ...
Z jej oczu popłynęły łzy ... gorączkowo zastanawiała się jak może mu pomóc ... i wtedy przypomniało jej się ... Kiedyś kiedy zatrzymała się w górach Dasso usłyszała o pewnej czarownicy, a raczej wiedźmy, która umiała przywracać życie jak i również leczyć ciężko rannych ...
- Chyba faktycznie będziemy musieli opuścić to miejsce ... ale to dopiero za kilka dni ... na razie odpoczywaj i nie martw się o nic ... Dlaczego nie zdradziła ukochanemu celu wędrówki jaką planowała z nim odbyć? Może dlatego, że do końca nie podjęła jeszcze decyzji ...
Pocałowała go w czoło i przytuliła się mocno ...
_wszystko będzie dobrze tak ? Obiecaj mi ... - szepnęła mu do ucha ..



Daren - Cz lis 11, 2010 11:20 am
Nie spostrzegł nawet kiedy zasnął. Śniło mu się, że siedzi w jakiejś niezwykle bogatej sali, przy stole uginającym się od wszelakiej strawy i trunków. Oprócz niego przy ławie było dobre kilkanaście osób. Nie wiedział skąd, ale wydali mu się dziwnie znajomi. Na sto procent rozpoznał jedynie swych rodziców i rodzeństwo. Jego tata, Ormalis rozmawiał z drobnym chłopcem, wokół którego słychać było szczęk wytrychów. Matka pochłonięta była gadaniną z trzema innymi dostojnymi damami, z których jedna miała na plecach charakterystyczny łuk. Nessmerell i Laurelendil - jego brat i siostra - nie zajmowali się pogadanką, pochłonięci byli pałaszowaniem pieczonej kaczki i smażonej szynki. Daren nie wiedział co się dzieje. Wszyscy byli do siebie podobni, ale jednak nie rozpoznawał tych ludzi. Po chwili obudził się z tegoż głębokiego snu. Rozejrzał się po obozowisku, ale nie zdążył nic powiedzieć, gdyż jego ciało i ekwipunek poczęły rozpływać się w powietrzu. Po chwili Daren całkowicie zniknął...

Ciąg dlaszy:
Daren



Mon-adhur - Śr lis 17, 2010 1:04 pm
Westchnął z gorączki. Odkaszlnął i potrząsnął głową aż posiwiałe włosy rozsypały mu się po twarzy. Przytulił Emitiel i pogłaskał ją po twarzy.
- Wszystko musi być dobrze. Emitiel ...  . - ujął jej dłoń. - ... czy jeżeli wydobrzeje zgodzisz się dzielić ze mną los? Czy zostaniesz matką moich dzieci? - pocałował wierzch jej dłoni i niedowidzącym okiem popatrzył w jej twarz.

Szangrin zastrzygła uszami i zamerdała ogonem po czym ułożyła się blisko koło nich tak jakby to ona chciała znać odpowiedź a nie stary centaur.



Emitiel - Śr lis 17, 2010 1:27 pm
Emitiel uśmiechnęła się do niego.
-Na razie odpoczywaj i nabieraj sił ... za kilka dni chce ruszyć w dalszą drogę, a do tego potrzebujesz siły ... - musnęła lekko jego usta i położyła swoją głowę koło jego ... Powieki same jej się zamknęły ... Obudziła się o świcie ... Spojrzała na Mon-adhura ... on jeszcze spał, a koło niego Szangrin, która jednak wołała wtulić się w Esmodeusza niż swojego pana ...
Emitiel wierzchem dłoni dotknęła czoła ukochanego, gorączka spadła, a jego sen był spokojny.
Na drzewie usiadł mały, niebieski ptak ... przyjrzał się jej po czym zaczął śpiewać pieśń na powitanie poranka ... Emitiel znów położyła się koło ukochanego ... opuszkami palców zaczęła gładzić po jego torsie ... po ranach, które zadało mu życie ... niektóre blizny zaczęły znikać ... Emitiel nie wiedziała dlaczego ... nie wypowiedziała przecież żadnej formułki ... sama nie chciała też użyć jakoś specjalnie magii ... nie rozumiała tego ... może po prostu tak musiało być ... ?



Mon-adhur - So lis 20, 2010 8:38 pm
Świergot małej podniebnej istoty wyrwał z niego resztki snu. Popatrzył w niebo i zdziwił się że tak długo spał. Jego ciało czuło dotyk Emitiel. Uśmiechnął się sam do siebie lecz natychmiast usunął ten grymas ze swojej twarzy która ponownie stała się beznamiętna. Poczuł przypływ sił, poruszył nogami i potężnymi niczym konary ramionami. O tak czuł że jest lepiej a stawy zatrzeszczały kiedy się przeciągnął.
- Spisz Emitiel? - potarł swoje prawie ślepe oko i podziękował Bogom Wiatru i Deszczu za ten "dar". Dzięki temu że był niemalże ślepcem potrafił dostrzegać to czego nie widzieli ci co mieli bystry wzrok. Pogłaskał policzek Emitiel, potem jej kasztanowe włosy.
- Ten ptak powiedział mi że mam piękną klacz kolo siebie. - uśmiechnął się ponownie lecz tym razem nie starał się zmienić twarzy w beznamiętną.



Emitiel - So lis 20, 2010 9:02 pm
Emitiel spojrzała na twarz ukochanego ...
- Jasne jasne ... nie okłamuj mnie ... -powiedziała, lecz jej głos brzmiał żartobliwie ...
Znów dotknęła twarzy Mon-adhura po czym zbliżyła swoje usta do jego i pocałowała czule.
Wiatr zawył głośno między drzewami ... ni stąd ni zowąd nagle przyszła jesień ...
Emitiel zrobiło się zimno ... przez jej ciało przeszedł dreszcz ...
Leżała tuląc się do ukochanego mając nadzieję, że jego ciało ociepli ją ...



Mon-adhur - N lis 21, 2010 7:45 pm
Chłód przeszył jego ciało, lecz nie zrobił na nim większego wrażenia, był przywykły do niewygód i wędrówki przez całe swoje życie. Kiedy Emitiel zadrżała przyciągnął swoją derkę i szczelnie ją okrył.
- Będziemy musieli się zbierać. Przed zimą powinniśmy znaleźć jakieś schronienie. Dobra by była jaskinia. Ale nie mażę o takich luksusach. Będzie musiało nam wystarczyć jakieś miejsce z dostępem do wody i drzewa z którego zbuduję schronienie. Trzeba pomyśleć o zapasach na ten nieprzyjazny okres czasu. Niechaj Bogowie Wiatru i Deszczu nam sprzyjają. -
Z lubością dotknął policzka centaurzycy i podniósł się na nogi. Rozejrzał się po obozowisku i dostrzegł skuloną postać kobiety-ducha.
"Jak jej pomóc? Jakie siły ją więżą? Gdzie jest jej ciało?" Zapytał sam siebie stojąc nad nieszczęsną istotą a jego twarz się zasępiła. Sokół który nie odstępował ducha ani o krok podsunął mu myśl. "Może on wie gdzie jest ciało tej kobiety?" Szybko porozumiał się ze zwierzęciem lecz wyjaśnienia ptaka zasmuciły go jeszcze bardziej. Skoro i on nie znał miejsca gdzie znajdowało się ciało kobiety będzie musiał sobie radzić bez tego. Westchnął.
- Zrobiłem się potwornie głodny. To chyba dobry znak. -
Podniósł swoje juki i wydobył z nich farby, po czym zaczął znaczyć swe ciało czarną i czerwoną farbą cały czas modląc się cicho do swoich Bogów. Szangrin siadła na przeciw starego i przyglądała mu się z uwagą. Kochała swojego pana ponad życie i znaki śmierci w kolorach karminu i sadzy zaniepokoiły ją. Zaskomlała w stronę Emitiel i omiotła obozowisko wzrokiem jakby szukając wyjaśnienia. Wiatr smyrgał po obozowisku i bawił się liśćmi drzew jakby chciał przypomnieć o zbliżających się miesiącach "Umarłych Liści".



Laurendile - Wt lis 23, 2010 1:22 pm
- Ał! To bolało! No co jest! Osz cholera! Uch! - takie oto dźwięki (oprócz tych nieartykułowanych) dało się usłyszeć z kupki suchych liści, znajdującej się gdzieś w lesie. W końcu listowie zajęło się ogniem, a spomiędzy płomieni wyleciała malutka, czerwonawa osóbka - Laurendile. Zawisła w powietrzu przy Mon-Adhurze i Emitiel.
- Gdzieś się wybieracie? - rzekła ku nim, otrzepując sadz ze swojej sukienki. - Chyba nie będziecie mieli nic przeciw temu, żebym się wybrała razem z wami? - była nachalna? Może... Ale cóż... Jeżeli nikt jej o tym nie mówił, to chyba nikomu to nie przeszkadzało, co? Takie przynajmniej jest jej rozumowanie...
Uniosła lekko brwi w geście zapytania, gdy poczuła smród spalenizny. Odwróciła się w locie i zobaczyła, że ogień, który trawił pobliską kupkę liści przeszedł na pobliskie krzewy.
- Ou... - mruknęła, po czym pstryknęła palcami, a płomienie znikły.
- A więc? - zwróciła się na powrót ku nim z szerokim uśmiechem na twarzy. Nie zwróciła nawet najmniejszej uwagi na dziwaczne malunki, pokrywające ciało starszego centaura.



Emitiel - Śr lis 24, 2010 4:49 pm
Spojrzała na ukochanego z zaciekawieniem ... po co mu te malunki na twarzy ... i wtedy przypomniała sobie o duchu dziewczyny ... dziwne teraz nie była w stanie jej dostrzec ...
Spojrzała ze złością na Mon-adhura ... wzrokiem jakim patrzy się na małe dziecko, które zrobiło coś bardzo niedobrego ...
-Chyba sobie żartujesz ...? - spytała retorycznie ... - wiem, że chcesz pomóc tej dziewczynie, ale nie wiesz jak ... ostatnia próba omal Cię nie zabiła ... omal duchy nie zabrały Cię do siebie ... - tym razem jej głos brzmiał inaczej ... jakby miała żal ... jakby zaraz miała się rozpłakać ... - znów chcesz tym ryzykować ? Tej dziewczynie na pewno ktoś pomorze .. istnieje wiele czarodziei ... na pewno chcesz ?
Miała cichą nadzieję, że ukochany posłucha jej ...

Emitiel usłyszała cieniutki głosik wróżki ...spojrzała na nią, kompletnie o niej zapomniała ...
-Tak, możesz - powiedziała beznamiętnie ... w tej chwili zastanawiała się nad tym co jej ukochany postanowi ...



Laurendile - Śr lis 24, 2010 6:44 pm
Uśmiechnęła się od ucha do ucha, kiedy Emitiel jej pozwoliła, ale jej wyraz twarzy momentalnie zbladł, gdy dotarło do niej, jak centaurzyca to jej powiedziała. Nie miała jej tego za złe. Dlaczego? Sama się nad tym zastanawiała. Strzepała z sukienki ostatnie popioły i wzleciała nieco wyżej. Trochę pokołowała między półkońmi, by później na powrót usiąść na ramieniu Emitiel. Kobieta mogła poczuć ciepło, które biło od wróżki. Sama Laurendile również poczęła przyglądać się temu, co robi Mon-Adhur. Majtała przy tym wesoło nóżkami i nie podzielała zmartwienia centaurzycy, na której ramieniu zasiadła.



Mon-adhur - Cz lis 25, 2010 8:46 am
Skończył znaczyć swoje ciało. powoli podszedł do Emitiel i ujął jej twarz w dłonie.
- Kiedyś Klan Wiatru był największym klanem na południu. Wtedy przyszli orkowie , którzy bez litości zaczęli mordować centaury jednego po drugim. Wtedy do Kad-ardach'a, który był wielki wodzem, przyszły jego żony. Powiedziały "Kad-ardachu co zrobimy? Cała nasza rodzina i przede wszystkim nasze dzieci są zagrożone. Orkowie nadchodzą." wtedy Kad-ardach zebrał swoją rodzinę i odszedł zostawiając klan. Orkowie z łatwością pokonali resztki klanu w którym zabrakło ducha walki, którego zabrał ze sobą ich wódz. Gdyby został to jeżeli by nie wygrali to przynajmniej zginęli by jak przystało na klan. -
Przyciągnął twarz Emitiel do swojej i delikatnie ja pocałował.
- Nie mogę chociaż nie spróbować. -
Westchnął trzymając Emitiel za dłonie.



Morko - Cz lis 25, 2010 11:22 pm
Morko z niepokojem obserwowała przygotowania Mon-adhura. Reakcja Emitiel tylko ją utwierdziła w przekonaniu, że jej podejrzenia są słuszne.

- Wybacz... - Morko stanęła przed Mon-adhurem. - Nie wiem, co dokładnie zamierzasz, ale Emitiel może mieć rację. Zaczekajmy, aż ta kobieta się przebudzi i wtedy spróbujemy z nią porozmawiać. Być może jest inny sposób, by jej pomóc niż narażanie waszego zdrowia i życia. Zresztą, po ostatniej próbie nie mogę pozwolić ci na kolejną.



Emitiel - So lis 27, 2010 3:23 pm
Cieszyła się, że Morko ja popiera ... nawet nie zauważyła kiedy kobieta wstała ...
- Ta osoba nie jest członkiem Twojego Klanu ... nie jest nawet centaurem ... zamierzasz dla niej ryzykować życie ? Chcesz ryzykować zostawieniem mnie ? Co jeśli się nie uda ? - głos jej powoli zamarł ... do oczu napłynęły łzy.

Słońce górowało teraz wysoko nad lasem ... pora ruszać jeśli chcemy być bezpieczni przed mrokiem ...
-Zastanów się, ja będę czekać na skraju polany ... - powiedziała po czym odeszła puszczając jego rękę.
Za nią pobiegł Esmodeusz ... Szangrin wahała się, chciała dołączyć do przyjaciela ... ale fakt, że to Mon-adhur jest jej panem zadecydował, że została przy jego boku.



Mon-adhur - So lis 27, 2010 4:14 pm
Popatrzyli na siebie pan i wilczyca. Po czym Mon-adhur podniósł głowę do nieba. "Wybaczcie wy którzy mnie uczyliście swoich praw. Wybaczcie że porzucę obowiązek szamana. Wybaczcie że może zawiodę kogoś kto oczekuje ode mnie czegoś ważnego. Wybaczcie." Opuścił głowę i bez słowa podążył za Emitiel zbierając swoje manele.
- Niech mi Bogowie Wiatru i Deszczu wybaczą ten postępek. Idę z klanem. -
Podszedł do Emitiel, rzucił swoje rzeczy na ziemię i stanął przed nią.
- Emitiel. - powiedział bardzo stanowczo. - Nigdy nie puszczaj mojej dłoni zanim ja nie puszczę twojej. - i ujął ją za rękę.



Emitiel - So lis 27, 2010 7:37 pm
Nie wiedziała co dokładnie ma na myśli Mon-adhur ...
-Ja ... ja nie chce decydować za Ciebie. Nie zrozumiałeś mnie ... Przepraszam jeśli to tak to zabrzmiało ... ale chce żebyś postąpił tak jak uważasz ... jak każe Ci serce ...- spojrzała mu w oczy ... - Jeśli chcesz spróbować ... to próbuj ... ja ... ja chciałam Ci tylko powiedzieć co sądzę ...

Emitiel postanowiła dać mu czas ...
Odwróciła się do Morko ... kobieta stała i wydawała się jakby nieobecna ...
-Zamierzamy poszukać lepszego schronienia przed zimą ... pójdziesz z nami? Oczywiście nie chcemy się narzucać ...Jeśli masz lepsze plany zrozumiemy ...



Mon-adhur - So lis 27, 2010 8:04 pm
Pociągnął ją delikatnie tak że musiała ponownie stanąć przodem do niego.
- Emitiel. Idziemy, nie mamy czasu do stracenia. Klan jest najważniejszy, a klan to my. -
Puścił jej dłoń i podniósł swoje juki, zarzucił je na grzbiet, dopiął pasy i popatrzył na Emitiel.
- Ruszymy na południowy zachód tak aby być bliżej rzeki. Tam będzie łatwiej o żywność. Gdzieś tu w okolicy jest jaskinia którą kiedyś zamieszkiwał mój klan. Można przy okazji zobaczyć czy nadaje się aby tam przezimować. -
Wziął ponownie ją za dłoń i ruszył we wskazanym przez siebie kierunku.
- Musimy zadbać o twoje bezpieczeństwo. -
Szangrin wysforowała się naprzód aby badać teren.



Emitiel - N lis 28, 2010 3:18 pm
-Ale ... co będzie z Morko i innymi? Ich też czeka zima ... - powiedziała z troską w głosie.
Mon-adhur odwrócił się do niej i spojrzał w oczy ... chwilę stał w milczeniu, zastanawiał się co jej odpowiedzieć ...

Znów powiał silniejszy wiatr, który strącił z drzew kolejne liście.
-Więc?- zapytała po dłuższej chwili milczenia.



Laurendile - N lis 28, 2010 4:30 pm
Kilka razy chciała spłatać jakiegoś figla, podczas rozmowy starszych od siebie, ale jej wróżkowa intuicja odradzała jej tego. Trochę się wystraszyła, gdy Mon-Adhur zaczął mówić. W końcu, jakby jej w ogóle tu nie było, chciał sobie pójść ze swoją Emitiel. Tego było już dla Laurendile za wiele! Jakim prawem ktokolwiek mógłby o niej zapomnieć?
- Ekhem! - odchrząknęła sztucznie, chcąc zwrócić na siebie uwagę, ale gdy nikt nie obrzucił jej nawet przelotnym spojrzeniem, zdenerwowała się jeszcze bardziej. Jej twarz stała się jeszcze bardziej czerwona niż zwykle. Podleciała do pary centaurów i usiadła kobiecie na ramieniu. Uspokoiła się nieco, gdyż nie chciała Emitiel poparzyć - była ona chyba jedną z nielicznych, których lubiła Laurendile.



Mon-adhur - N lis 28, 2010 7:52 pm
Popatrzył po obozowisku i zdawałoby się że toczy wewnętrzny spór. Zmarszczył brwi, westchnął i patrząc na Emitiel rzekł.
- Nie mogę nikomu narzucać swojej woli. Kto chce niech idzie z nami. Nie mogę odpowiadać za wszystkich, pierwszy dla mnie jest klan. -
Powęszył powietrze i posłuchał odgłosów natury, po czym przytulił Emitiel.
- Nie mamy czasu. Jutro może być już zimniej, czas ucieka a nie mamy zapasów ani miejsca w którym możemy przezimować. Chyba że znajdziemy starą jaskinię Klanu Wiatru. -



Emitiel - N lis 28, 2010 8:47 pm
Emitiel wsłuchała się w jego bicie serca.
Odwróciła się na chwilę i spojrzała na Morko. Ta nic nie odpowiadała ... stała tylko ... jakby czas się dla niej zatrzymał, a ona z nim.
-Tak ... masz racje ... musimy iść.-powiedziała ze smutkiem w głosie i jeszcze raz obejrzała się za siebie.
-Laurendile trzymaj się mocno będziemy galopować ... spróbujemy nadrobić trochę drogi ...
-Kieruj więc ...- powiedziała do ukochanego i uśmiechnęła się.
Ruszyła za nim ... a wraz z nią Esmodeusz i Szangrin ....



Mon-adhur - Pn lis 29, 2010 8:26 am
Ruszyli.
Ciąg dalszy Mon-adhur, Emitiel i inni.



Morko - Wt lis 30, 2010 12:01 am
Morko wreszcie podjęła decyzję.
- Zostanę tu jeszcze przez dzień lub dwa - odpowiedziała centaurzycy. - Zastanowię się jak jej pomóc - uśmiechnęła się i wskazała na śpiącą przy ognisku kobietę. - Być może się jeszcze spotkamy. Do zobaczenia. I dzięki za wszystko - pomachała wszystkim na pożegnanie.
Gdy zniknęli jej z oczu wróciła do ogniska. "Teraz przydałby się kot", pomyślała przyglądając się nieznajomej.