´╗┐
Ekspedycja naukowa



Raymond - N lut 14, 2010 11:48 am
Gˇry to tajemnicze i zdradliwe miejsce. Kryj┬▒ w sobie nieucz├¬szczane trakty, w┬▒skie szczeliny, groty, nag┬│e lawiny i bandy z┬│odziejaszkˇw. Oprˇcz wszelakich niebezpiecze├▒stw kryj┬▒ rˇwnie┬┐ w┬│asne sekrety. Badacze cz├¬sto wyruszaj┬▒ aby odszuka├Ž jakie┬ rzadkie zio┬│o, minera┬│ czy zwierz├¬. Zwykli podrˇ┬┐nicy prˇbuj┬▒ bezpiecznie i szybko przeby├Ž skaliste szczyty. Czasem zbaczaj┬▒ z g┬│ˇwnego go┬Âci├▒ca aby odkry├Ž jaki┬ skrˇt. Wielu ┬Âmia┬│kˇw przyp┬│aci┬│o swym ┬┐ywotem wizyt├¬ w gˇrach.

Raymonda jednak to nie zra┬┐a┬│o. W Vallado├▒skiej bibliotece znalaz┬│ wzmianki o grobowcu pewnego zacnego wojownika, ktˇry wed┬│ug zapiskˇw, pozby┬│ si├¬ wielu zbˇjˇw, ktˇrzy ┬Âmieli grasowa├Ž po gˇrach. Czyni┬│ w ten sposˇb trakty bezpieczniejszymi. Jego ostatni┬▒ wol┬▒, by┬│o pochowa├Ž go w miejscu, ktˇrego tak wiernie strzeg┬│. Niewiele jednak znalaz┬│o si├¬ informacji na temat po┬│o┬┐enia grobowca. Przerysowa┬│ za to map├¬ okolicznych gˇrskich ┬Âcie┬┐ek i zaznaczy┬│ na niej prawdopodobne po┬│o┬┐enie grobowca. W┬│a┬Ânie teraz kluczy┬│ gˇrskim traktem z map┬▒ w r├¬ce, prˇbuj┬▒c okre┬Âli├Ž swe obecne po┬│o┬┐enie. Trzeba powiedzie├Ž, i┬┐ nie mia┬│ on zbytnio poj├¬cia gdzie mo┬┐e si├¬ w┬│a┬Ânie znajdowa├Ž.




Dairen - N lut 14, 2010 11:56 am
- Raymond! - wrzasn±³ w koñcu zadyszany, siadaj±c na pobliskim g³azie i ³api±c siê za obola³± stopê. - Dok±d my, do cholery, idziemy?
Dairen zostawi┬│ swoje zadowolenie par├¬ kilometrˇw temu. Gdzie┬ przed bram┬▒, kiedy tylko Ray pokaza┬│ mu szczyty, w ktˇrych stron├¬ maj┬▒ zmierza├Ž. Podrˇ┬┐ z lutni┬▒ na plecach nie by┬│┬▒ zbyt komfortowa, zw┬│aszcza, ┬┐e nie wiadomo by┬│o, jak d┬│ugo jeszcze potrwa.
- Co masz zamiar znale┬╝├Ž po┬Ârˇd tej kupy kamieni? Mˇg┬│by┬ chod┬╝ na chwil├¬ wyci┬▒gn┬▒┬│ nos z tego ┬Âwistka, kiedy do ciebie mˇwi├¬!?
A s┬▒dzi┬│em, ┬┐e b├¬d├¬ mu gra┬│, wyleguj┬▒c si├¬ na jakich┬ mi├¬kkich tobo┬│kach...



Raymond - N lut 14, 2010 12:15 pm
Z zamy┬Âlenia wyrwa┬│ go krzyk znajomego barda. Spojrza┬│ si├¬ w jego stron├¬, widz┬▒c jak siedzi na kamieniu. Chwila przerwy chyba nie b├¬dzie taka z┬│a. Swoj┬▒ drog┬▒, nie zwrˇci┬│ uwagi, ┬┐e jest takim dobrym chodziarzem.
- Czego szukamy? Otˇ┬┐ poszukujemy grobowca jednego wojownika. Sverdila, je┬┐eli mˇwi Ci co┬ to imi├¬ - powiedzia┬│ mu siadaj┬▒c naprzeciwko niego. Zdj┬▒┬│ rˇwnie┬┐ plecak, aby l┬┐ej na barkach mu by┬│o.



Dairen - N lut 14, 2010 12:50 pm
- Szczerze mˇwi┬▒c nie za du┬┐o - odrzek┬│ kr├¬c┬▒c g┬│ow┬▒ i wcale si├¬ nad tym imieniem nie zastanawiaj┬▒c, a potem si├¬ rozkaszla┬│.
Grobowiec? Mam siê t³uc przez pe³ne robali podziemia? Czy on sobie kpi?
Z zamy┬Âlenia wyrwa┬│ go ┬Âwist ko┬│o ucha i dzikie ┬Âmiechy, przebijaj┬▒ce si├¬ przez jego kaszel. Podniˇs┬│ wzrok i ujrza┬│ jakiego┬ starego, chudego brodacza z szeroko rozdziawionym okiem (na drugim by┬│a opaska), ┬Âwie┬┐o u┬┐ytym ┬│ukiem w ┬│apach i min┬▒ kota, ktˇremu w┬│a┬Ânie uciek┬│a ┬│owiona przez godzin├¬ ryba. Dairen z┬│apa┬│ si├¬ za ran├¬ na ma┬│┬┐owinie i dalej kaszl┬▒c rzuci┬│ si├¬ na przeciwn┬▒ stron├¬ g┬│azu. Bandytˇw by┬│o siedmiu. Jednooki strzelec, jakich┬ dwˇch grubych oprychˇw, ktˇrzy zbli┬┐ali si├¬ do Myszowatego z szerokimi u┬Âmieszkami na twarzach i rˇwnie szerokimi maczetami w r├¬kach. Pozosta┬│a czwˇrka czeka┬│a z ty┬│u, nie spodziewaj┬▒c si├¬ zbyt problematycznej walki.




Raymond - N lut 14, 2010 2:17 pm
Chcia┬│ co┬ jeszcze powiedzie├Ž, ale przerwa┬│a mu strza┬│a, ktˇra przelecia┬│a tu┬┐ obok Dairena. Ch┬│opak zaraz schowa┬│ si├¬ za ska┬│┬▒, a Raymond odwrˇci┬│ si├¬ w kierunku ┬Âmiechˇw. W┬│osy stan├¬┬│y mu d├¬ba, kiedy zauwa┬┐y┬│ kilka krokˇw od niego, dwˇch ros┬│ych rzezimieszkˇw, z ostrzami d┬│ugo┬Âci jego przedramienia. Zszokowany tym strasznym widokiem, patrzy┬│ tylko jak jeden z nich z szelmowskim u┬Âmiechem podnosi nad g┬│ow├¬ swoj┬▒ maczet├¬. Na szcz├¬┬Âcie w por├¬ si├¬ opami├¬ta┬│ i odskoczy┬│ do ty┬│u jak jaszczurka konfrontuj┬▒c┬▒ niebezpiecze├▒stwo. Cios chybi┬│ go o szeroko┬Â├Ž palca. On sam czym pr├¬dzej zacz┬▒┬│ si├¬ odsuwa├Ž od zbˇjˇw, jednocze┬Ânie nerwowo szukaj┬▒c przy pasie swojego kozika. By┬│o to raczej odruchowe zachowanie, ni┬┐ czynno┬Â├Ž obronna. I tak nie mia┬│by wi├¬kszych szans pokona├Ž ich tym no┬┐ykiem.



Davon - N lut 14, 2010 2:50 pm
Pogwizduj┬▒c dla rozrywki, jecha┬│ sobie st├¬pem, rozgl┬▒daj┬▒c si├¬ woko┬│o. Sam nie wiedzia┬│, gdzie do ko├▒ca zaszed┬│, ale w sumie trakt to trakt i pod┬▒┬┐aj┬▒c nim pr├¬dzej czy pˇ┬╝niej na cywilizacj├¬ si├¬ natrafi. A w zasadzie im cywilizacja bardziej odseparowana, a trakt mniej ucz├¬szczany, tym lepiej, tym wi├¬cej okazji do zrobienia z siebie bohatera i zarobienia uczciwego grosza.
Oho.
Zdaje si├¬, ┬┐e ju┬┐ co┬ si├¬ dzieje.
Wyjecha┬│ zza drzew, zza zakr├¬tu i w odleg┬│o┬Âci kilkudziesi├¬ciu jardˇw przed sob┬▒ zobaczy┬│ grupk├¬ zbrojnych. Wszyscy co do jednego ro┬Âli i barczy┬Âci, zaro┬Âni├¬ci gˇrale. W sumie sze┬Âciu, czterech sta┬│o na uboczu, dwˇch zbli┬┐a┬│o si├¬ z ostrzami do jakiego┬ bezbronnego w├¬drowca. Davon widzia┬│ te┬┐ innego, trz├¬s┬▒cego si├¬ za kamieniem. Z daleka rozpozna┬│ obu. Myszowaty i z┬│odziej. Ha!
Popêdzi³ konia.
- Czo┬│em, panowie!



Dairen - N lut 14, 2010 3:06 pm
Ch┬│opak raz po raz wygl┬▒da┬│ zza ska┬│y, prˇbuj┬▒c zorientowa├Ž si├¬, co si├¬ tak w┬│a┬Âciwie dzieje. Raymond kuli┬│ si├¬ rozdygotany z kozikiem w r├¬ku pomi├¬dzy dwoma roze┬Âmianymi do rozpuku osi┬│kami, a dooko┬│a sta┬│┬▒ ca┬│┬▒ reszta, obserwuj┬▒c ka┬┐dy ich ruch. Jeden z t┬│u┬Âciochˇw popchn┬▒┬│ Myszowatego, rzucaj┬▒c go w b┬│oto i nic sobie nie robi┬▒c z kozika. Szczerze mˇwi┬▒c Dairen w┬▒tpi┬│, czy gdyby oprychˇw by┬│o mniej, zrobi┬│by cokolwiek, ale t┬│umaczy┬│ si├¬ przed samym sob┬▒ ich liczebno┬Âci┬▒ i ani my┬Âla┬│ wyskoczy├Ž zza kamienia.
Nagle zobaczy┬│, ┬┐e ca┬│a pi┬▒tka odwraca si├¬ w kierunku drogi. Pod┬▒┬┐y┬│ za ich spojrzeniami i ujrza┬│ jakiego┬ m├¬┬┐czyzn├¬ na koniu.
- Czo┬│em, panowie! - wykrzykn┬▒┬│ dziwnie znajomym g┬│osem. Jednooki dok┬│adnie lustrowa┬│ go wzrokiem, a wygl┬▒da┬│o to tak, ┬┐e Dairen mia┬│ ochot├¬ si├¬ zrzyga├Ž. Wida├Ž by┬│o u niego niejak┬▒ konsternacj├¬ ekwipunkiem przybysza. Z drugiej strony stanowi┬│ on niez┬│y ┬│up.
- Niech waszmo┬Â├Ž jedzie! Droga wolna! - rzuci┬│ do tamtego i za┬Âmia┬│ si├¬ do towarzyszy.



Raymond - N lut 14, 2010 4:08 pm
Nˇ┬┐ zosta┬│ znaleziony, ale jak by┬│o przewidziane nie zrobi┬│ on wi├¬kszego wra┬┐enia na siepaczach. Wy┬Âmiali jedynie ┬┐a┬│osne poczynania uczonego i przewrˇcili go w b┬│oto. Troch├¬ szkoda i tak ju┬┐ zniszczonego surduta, ale Raymond obecnie bardziej przejmowa┬│ si├¬ o w┬│asne ┬┐ycie ni┬┐ o w┬│asn┬▒ odzie┬┐. Z oddali us┬│ysza┬│ znajomy g┬│os. Czy to nie rycerz co go spotka┬│ w Ekradonie? Najwyra┬╝niej tak, gdy┬┐ je┬╝dziec galopuj┬▒cy w ich stron├¬ by┬│ bli┬╝niaczo podobny. Dobry moment wybra┬│ na pojawienie si├¬ na tym trakcie. Ma┬│o tego - ma on dziwny zwyczaj wyci┬▒gania naszego podrˇ┬┐nika z opresji. Bandyci odruchowo spojrzeli si├¬ w stron├¬ rycerza. Raymond wykorzysta┬│ t├¬ chwil├¬ i czmychn┬▒┬│ spod ich nˇg. Skoczy┬│ za drzewo, w ktˇre wbita by┬│a teraz strza┬│a. Przywar┬│ do niego plecami i b┬│aga┬│ si├¬ w duchu, aby opryszki nie zauwa┬┐yli jego nieobecno┬Âci.



Davon - N lut 14, 2010 6:16 pm
Milcza┬│ przez chwil├¬, rozgl┬▒daj┬▒c si├¬ po bandytach i oceniaj┬▒c sytuacj├¬. Zauwa┬┐y┬│, jak myszowaty p┬│ochliwie zwiewa w przydro┬┐ne krzaki, jak bard wci┬▒┬┐ trz├¬sie si├¬ skulony za kamieniem. I dobrze. Nie b├¬d┬▒ zawadza├Ž.
Zbˇjˇw by┬│o siedmiu, nie za┬ sze┬Âciu jak wcze┬Âniej oceni┬│. Ma┬│a rˇ┬┐nica, cho├Ž w sumie istotna. Byli wszyscy uzbrojeni podobnie, w szerokie ostrza, bardziej zdatne do t├¬pego r┬▒bania, ni┬┐ finezyjnych ci├¬├Ž, czy pchni├¬├Ž. Na sobie mieli wy┬│┬▒cznie ┬│achmany. Widocznie nowicjusze w zbˇjeckim rzemio┬Âle, oderwani od wypasania owiec ch├¬ci┬▒ ┬│atwego zarobku.
- Oh, widz├¬. - rzek┬│ w ko├▒cu, nie mniej rozbawiony od ich herszta, u┬Âmiechaj┬▒c si├¬ szeroko, niewiele bardziej paskudnie, ni┬┐ nieszczerze. - W ka┬┐dym razie zaraz b├¬dzie wolna. Mˇwi┬▒c ja┬Âniej, ujm├¬ to tak - waszmo┬Âciowie czym pr├¬dzej odejd┬▒, a ja nie b├¬d├¬ ich ┬Âciga┬│. W przeciwnym wypadku... O tego wolicie nie zna├Ž. - tu zrobi┬│ efektown┬▒ pauz├¬ - To jak b├¬dzie?



Dairen - N lut 14, 2010 8:40 pm
- Ale┬┐ panie! ┬úadnie to tak pakowa├Ž si├¬ w cudzy biznes? - ci┬▒gn┬▒┬│ jednooki. Bard ca┬│y si├¬ trz┬▒s┬│, spogl┬▒daj┬▒c to na oprychˇw podchodz┬▒cych coraz bli┬┐ej Myszowatego, to na herszta tej zbˇjeckiej braci i mimo usilnych stara├▒ nie mˇg┬│ si├¬ nigdzie ruszy├Ž.
- My┬Âlicie, ┬┐e kim jeste┬Âcie, co? Powiadam wam! Pilnujcie w┬│asnej g┬│owy.
- Kici kici - ch┬│opak us┬│ysza┬│ g┬│os nad swoj┬▒ g┬│ow┬▒ i ujrza┬│ rz┬▒d nadgni┬│ych z├¬bˇw. Pisn┬▒┬│, szybkim ruchem odsun┬▒┬│ si├¬ pod pie├▒ drzewa i zacz┬▒┬│ szarpa├Ž kord, ktˇry w swej z┬│o┬Âliwo┬Âci nie chcia┬│ wyskoczy├Ž zza pasa tak, jak podczas wyst├¬pˇw. Oprych machn┬▒┬│ mu bagnetem przed czo┬│em i zacz┬▒┬│ si├¬ ┬Âmia├Ž ze strachu ch┬│opaka. Dairen, niewiele my┬Âl┬▒c, z┬│apa┬│ gar┬Â├Ž piachu i sypn┬▒┬│ tamtemu w oczy, po czym niemal rozerwa┬│ sznur na plecaku i zacz┬▒┬│ w nim grzeba├Ž. Gruby zarycza┬│ i oderwa┬│ swojego kompana od Myszowatego.
Wreszcie.
M┬│ody wygrzeba┬│ na powierzchni├¬ plik sztyletˇw do rzucania i zamachn┬▒┬│ si├¬. R├¬ka pocz├¬┬│a mu drga├Ž, jak podczas... Ekhm...
Nigdy wcze┬Âniej nie mia┬│ takiego problemu. Jego oko i r├¬ka stanowi┬│y zawsze jedno┬Â├Ž i nigdy nie szwankowa┬│y. Zawsze trafia┬│ w ┬Ârodek tarczy, nawet przy niezliczonej gawiedzi.
Jednooki kontynuowa┬│ zagadywanie rycerza, nie bior┬▒c krzykˇw swoich podkomendnych za co┬ powa┬┐nego.
Raz kozie ┬Âmier├Ž.
Dairen waln┬▒┬│ sztyletem prosto w t┬│usty bebech drugiego oprycha, tym razem powoduj┬▒c jeszcze dzikszy ryk. Szybko odskoczy┬│ i spojrza┬│ na krew na r├¬ce z przera┬┐eniem w oczach. Szybko wygrzeba┬│ drugi nˇ┬┐ i zamachn┬▒┬│ si├¬.
- Wi├¬c jed┬╝ pan lepiej, do czorta, w swoj┬▒ stron├¬ i nie zawracaj nam... - herszt k┬▒tem oka spojrza┬│ na scen├¬ pod drzewem. - Co do jasnej... - jednooki w mgnieniu oka zasycza┬│ i odwrˇci┬│ si├¬ w stron├¬ je┬╝d┬╝ca, s┬│aniaj┬▒c na nogach. Z dotychczas zdrowego oka stercza┬│a r├¬koje┬Â├Ž sztyletu, obrzydliwie wij┬▒c si├¬ na wszystkie strony.
- Bij zabij! - wrzasn┬▒┬│ jeden z bandytˇw, dobywaj┬▒c broni, reszta posz┬│a w jego ┬Âlady.



Davon - Pn lut 15, 2010 8:30 pm
Wys┬│uchiwa┬│ tyrady herszta bandytˇw, gdy nagle co┬ zacz├¬┬│o si├¬ dzia├Ž. Wypadki potoczy┬│y si├¬ szybko. Cholerny bard, zepsu┬│ mu plan!
Z galopu ruszy┬│ w stron├¬ p├¬dz┬▒cych w jego stron├¬ bandytˇw, zr├¬cznie wyszarpuj┬▒c miecz z pochwy. Dzi├¬ki temu, i┬┐ zachowa┬│ rozs┬▒dn┬▒ odleg┬│o┬Â├Ž, ko├▒ zdo┬│a┬│ si├¬ nieco rozp├¬dzi├Ž, na tyle by staranowa├Ž i odtr┬▒ci├Ž na bok jednego z bandytˇw, ktˇry nie zd┬▒┬┐y┬│ uskoczy├Ž. Drugiemu Davon szerokim zamachem uci┬▒┬│ ow┬│osiony ┬│eb. Krew trysn├¬┬│a jak z fontanny na trzeciego, tego jednak nie zd┬▒┬┐y┬│ uderzy├Ž, gdy┬┐ ko├▒ pop├¬dzi┬│ dalej. Oddali┬│ si├¬ na rozs┬▒dn┬▒ odleg┬│o┬Â├Ž i gwa┬│townie zatrzyma┬│ wierzchowca, ┬┐e a┬┐ stan┬▒┬│ d├¬ba. Zawrˇci┬│ i zaszar┬┐owa┬│ ponownie, gro┬╝nie wymachuj┬▒c ostrzem.



Raymond - Pt lut 19, 2010 8:11 am
Chyba jego pro┬Âby zosta┬│y wys┬│uchane, poniewa┬┐ nikt za drzewo nie przyszed┬│ odci┬▒├Ž mu jego g┬│owy. To dobry znak, ale po harmidrze jakie wydaje, da si├¬ doj┬Â├Ž do wniosku, i┬┐ co┬ tam si├¬ zacz├¬┬│o dzia├Ž. Uczony nieznacznie wychyli┬│ si├¬ zza pnia, ┬┐eby skontrolowa├Ž sytuacj├¬. Oto bard odsun┬▒┬│ si├¬ od bandytˇw i zacz┬▒┬│ ciska├Ž w nich no┬┐ami. Znajomy zbrojny zaszar┬┐owa┬│ na rabusiˇw i przetrzebi┬│ ich troch├¬. Sytuacja ogˇ┬│em wygl┬▒da┬│a zwyci├¬sko dla strony w├¬drowcˇw. Herszt le┬┐a┬│ o┬Âlepiony, wi├¬c mot┬│och nie mia┬│ jakiegokolwiek przywˇdcy. Ogˇ┬│em na polu bitwy panowa┬│ nie ma┬│y chaos. W ca┬│ym tym bitewnym zgie┬│ku, Raymond postanowi┬│, ┬┐e zabierze swoje rzeczy z ziemi. Staraj┬▒c si├¬ nie przykuwa├Ž czyjejkolwiek uwagi, szybko doskoczy┬│ do wcze┬Âniej pozostawionego na ziemi plecaka.



Dairen - Pt lut 19, 2010 11:19 am
Dairen chwil├¬ jeszcze patrzy┬│ na nˇ┬┐ gibany przez konwulsje na wszystkie strony. Potem rzuci┬│ si├¬ na ziemi├¬ i zrzyga┬│.
O┬Âlepiony piachem oprych dalej przeciera┬│ oczy, gdy nagle ujrza┬│ przed sob┬▒ uczonego i szybkim ruchem z┬│apa┬│ go za nog├¬, przewracaj┬▒c na ziemi├¬. Prˇbowa┬│ si├¬ na niego wgramoli├Ž i obezw┬│adni├Ž, wzrokiem szukaj┬▒c upuszczonej w pobli┬┐u maczety.
Przewrˇcony przez konia bandyta na czworaka odbieg┬│ w najbli┬┐sze krzaki. Jego ┬Âladem poszed┬│ ten, ktˇrego rycerz nie trafi┬│. Obryzgany krwi┬▒ po chwili odzyska┬│ widoczno┬Â├Ž i zd┬▒┬┐y┬│ tylko wystawi├Ž miecz, ┬│udz┬▒c si├¬, ┬┐e uda mu si├¬ nadzia├Ž na niego konia. Zamkn┬▒┬│ oczy.



Davon - Cz lut 25, 2010 11:16 pm
Gwa┬│townie zakr├¬ci┬│ koniem w prawo, ┬┐eby unikn┬▒├Ž nadziania si├¬ na ostrze. Mo┬┐e nieco za gwa┬│townie, gdy┬┐ musia┬│ porz┬▒dnie wychyli├Ž si├¬ z siod┬│a, by dosi├¬gn┬▒├Ž bandyt├¬ mieczem. Dosi├¬gn┬▒┬│ jednak. Drugi ┬│otr zosta┬│ pozbawiony g┬│owy, ktˇra upad┬│a tu┬┐ obok g┬│owy pierwszego. Zakl┬▒┬│ szpetnie, gdy┬┐ noga wymskn├¬┬│a mu si├¬ ze strzemienia i poprzez mocne wychylenie z siod┬│a, po prostu ze┬Âlizgn┬▒┬│ si├¬ z niego. Pˇ┬│ biedy, i┬┐ druga noga tak┬┐e mu wyskoczy┬│a, wi├¬c ko├▒, ktˇry pop├¬dzi┬│ dalej, nie poci┬▒gn┬▒┬│ go za sob┬▒. Upadek by┬│ jednak tylko troch├¬ mniej bolesny. Rycerz ┬│upn┬▒┬│ o tward┬▒, sp├¬kan┬▒ ziemi├¬, wzbijaj┬▒c tumany kurzu i strasznie si├¬ sro┬┐┬▒c, wnosz┬▒c przy tym nieprzystojne szlachcicowi okrzyki.
Nieco pot┬│uczony i obola┬│y, zerwa┬│ si├¬ jednak po chwili na rˇwne nogi, b┬│yskawicznie chwytaj┬▒c upuszczony miecz. Widz┬▒c co si├¬ ┬Âwi├¬ci, rzuci┬│ si├¬ na pomoc myszowatemu, zamaszystym ci├¬ciem przeje┬┐d┬┐aj┬▒c po karku gˇrala.
- Ha!



Raymond - N lut 28, 2010 6:16 pm
Ju┬┐ mia┬│ odbiec ze swoim tobo┬│kiem do znanej ju┬┐ mu kryjˇwki, gdy zbir capn┬▒┬│ go za nog├¬. Wywin┬▒┬│ pi├¬knego or┬│a, a torba wypad┬│a mu z r┬▒k. Nagle poczu┬│ jak bandyta przytrzymuje go nog┬▒. Prˇbowa┬│ wyrwa├Ž si├¬ z tego potrzasku, ale waga jego oprawcy dzia┬│a┬│a na jego niekorzy┬Â├Ž. Obecnie jego my┬Âli wirowa┬│y tylko i wy┬│┬▒cznie nad odkryciem drogi ucieczki. Dojrza┬│ w zasi├¬gu swoich r┬▒k wcze┬Âniej upuszczony kozik. W g┬│owie zaja┬Ânia┬│a mu wspania┬│a my┬Âl, ktˇra mo┬┐e pomˇc mu wydosta├Ž si├¬ z tej niezbyt dogodnej sytuacji. Z┬│apa┬│ szybko nˇ┬┐ i odwracaj┬▒c si├¬ lekko na ziemi, wbi┬│ go w stop├¬ zbˇja. Ten zawy┬│ z bˇlu i odruchowo odskoczy┬│ nog┬▒. Raymond nie czekaj┬▒c na dalszy rozwˇj sytuacji, szybko podniˇs┬│ swˇj plecak i skoczy┬│ za drzewo.



Dairen - N lut 28, 2010 6:30 pm
Zbir odskoczy┬│ od Raymonda, ┬│api┬▒c si├¬ za stop├¬, by sekund├¬ pˇ┬╝niej wyba┬│uszy├Ž oczy i wywali├Ž si├¬ w piach, zdychaj┬▒c od miecza Davona i wznosz┬▒c przy oakzji poka┬╝ne tumany kurzu. Nasta┬│a cisza. Dairen wychyli┬│ si├¬ niemrawo i rozejrza┬│ dooko┬│a. Nie zauwa┬┐y┬│, ┬┐e trz├¬sie mu si├¬ szcz├¬ka, a serce wali jak kopyta konia w galopie. Nie zauwa┬┐y┬│ te┬┐, ┬┐e nie jest w stanie usta├Ž na nogach, bez opierania si├¬ o kamie├▒, a oddech ┬│apie z trudem.
W krzakach zaszele┬Âci┬│o, a na drog├¬ wylecia┬│ pordzewia┬│y miecz.
- Nie bijcie! [cenzura]! Poddaj├¬ si├¬! - bandyta z┬│o┬┐y┬│ r├¬ce w b┬│agalnym ge┬Âcie i wyszed┬│ powoli w ich stron├¬.
- Ja te┬┐! - rzuci┬│ drugi, wybiegaj┬▒c niezdarnie i rzucaj┬▒c maczet┬▒ prosto w ┬│ydk├¬ kolegi, ktˇry tylko zasycza┬│, ale nie odwa┬┐y┬│ si├¬ ju┬┐ nic powiedzie├Ž. Kilka minut temu wygl┬▒dali na panˇw ┬Âwiata, teraz, po stracie dowˇdcy, na czy┬Âcicieli rynsztokˇw przydybanych na przyw┬│aszczaniu sobie miedziakˇw wygrzebanych ze szlacheckiego gˇwna.



Davon - N lut 28, 2010 7:22 pm
Po dobiciu gˇrala, rozejrza┬│ si├¬ dooko┬│a, po ca┬│ym pobojowisku. Trupˇw by┬│o pi├¬├Ž, a bandytˇw w sumie siedmiu - czyli dwˇjka pewnie zrejterowa┬│a.
A jednak nie.
Us┬│ysza┬│ za swoimi plecami szelest krzakˇw. Odwrˇci┬│ si├¬ szybko, gotˇw do obrony; jednak┬┐e bandyci nie zamierzali atakowa├Ž. Wyszli oboje powoli, rzucaj┬▒c szerokie ostrza przed siebie, ┬┐a┬│o┬Ânie skoml┬▒c o lito┬Â├Ž.
Davon pokiwa┬│ lekko g┬│ow┬▒, lustruj┬▒c ich srogim wzrokiem. Wzrokiem po ktˇrym mo┬┐na by┬│o si├¬ spodziewa├Ž wszystkiego. Podszed┬│ powoli z zakrwawionym mieczem. W oczach bandytˇw dojrza┬│ strach i niepewno┬Â├Ž, jeden nawet jakby dr┬┐a┬│, nerwowo czyszcz┬▒c z├¬bami wargi. Rycerz schowa┬│ miecz do pochwy, wci┬▒┬┐ jednak nic nie powiedzia┬│, trzymaj┬▒c ich dalej w niepewno┬Âci. Podszed┬│ jeszcze bli┬┐ej.
- ┬Žci┬▒gajcie ┬│achy. - sykn┬▒┬│, gro┬╝nie unosz┬▒c miecz. Gˇrale spojrzeli na niego zdziweni jak cholera, jednak┬┐e pos┬│usznie rozebrali si├¬ do naga, bardzo skromnie, wr├¬cz wstydliwie si├¬ zas┬│aniaj┬▒c.
- Odwrˇ├Žcie si├¬ i pochylcie. - rozkaza┬│ ponownie. Bandyci zacz├¬li si├¬ naprawd├¬ niepokoi├Ž, s┬▒dz┬▒c po wyrazach ich twarzy. Pos┬│usznie jednak si├¬ odwrˇcili i schylili. Davon zacmoka┬│ dziwnie, chwyci┬│ mocniej r├¬koje┬Â├Ž miecza i pot├¬┬┐nie chlasn┬▒┬│ pierwszego z nich p┬│azem ostrza po ty┬│ku, wymierzaj┬▒c mu nast├¬pnie solidnego kopa, a┬┐ polecia┬│ do przodu wpadaj┬▒c w krzaki. Drugiemu zrobi┬│ to samo.
- Jeste┬Âcie wolni. - rzuci┬│ po tym krˇtko, chowaj┬▒c miecz do pochwy. - Ale jak jeszcze raz zobacz├¬ was, szelmy jedne, na trakcie, gdy nastajecie na cudzy maj┬▒tek... - zmarszczy┬│ brwi, gro┬┐┬▒c im palcem.
- Nie, panie.... Nigdy! Przenigdy! - wydysza┬│ jeden, z j├¬kiem bˇlu podnosz┬▒c si├¬ na nogi. Okaza┬│o si├¬, i┬┐ nosi┬│ w sobie strz├¬pki altruizmu, gdy┬┐ pomˇg┬│ wsta├Ž chyba mocniej kopni├¬temu koledze. - Przenigdy! - doda┬│  jeszcze po chwili, po czym obaj w podskokach pobiegli w gˇr├¬ traktu. Biegli zaiste malowniczo, nie zapominaj┬▒c o zas┬│anianiu bogactw, jakimi obdarzy┬│a ich natura, odprowadzani gromkim ┬Âmiechem rycerza, ktˇry niemal si├¬ pop┬│aka┬│.
Takie to mia┬│ proste, wiejskie poczucie humoru.
Ocieraj┬▒c ┬│zy, podszed┬│ do stoj┬▒cego w pobli┬┐u konia, zamaszy┬Âcie wskakuj┬▒c na jego grzbiet. Poklepa┬│ go po szyi, po czym skierowa┬│ w stron├¬ barda i myszowatego. Dumnym wzrokiem spojrza┬│ na nich z gˇry, jakby czego┬ oczekuj┬▒c.



Raymond - Žr mar 03, 2010 7:29 pm
Kiedy odg┬│osy walki, a potem i b┬│aga├▒ ucich┬│y, Raymond ostro┬┐nie wychyli┬│ si├¬ zza drzewa, silnie trzymaj┬▒c przy piersi swˇj tobo┬│ek. Sytuacja wygl┬▒da┬│a na opanowan┬▒. Rycerski wybawca szed┬│ dumnie ze spokojem do swego wierzchowca. Nie widz┬▒c niebezpiecze├▒stwa, uczony wyszed┬│ ze swej kryjˇwki. Rozlu┬╝ni┬│ si├¬ odrobin├¬, chocia┬┐ wci┬▒┬┐ by┬│ dosy├Ž mocno poddenerwowany zaistnia┬│ym zdarzeniem. Wychodz┬▒c na trakt do dzielnego wojownika, otrzepa┬│ swˇj surdut z kurzu. Po drodze omal nie potkn┬▒┬│ si├¬ o truch┬│o bandyty. Widz┬▒c w stopie martwego swˇj nˇ┬┐, schyli┬│ si├¬ i z niewielk┬▒ odraz┬▒ wyci┬▒gn┬▒┬│ swˇj wierny kozik. Wytar┬│ jego ostrze po┬Âpiesznie w nogawk├¬ trupa. Zaraz potem by┬│ ju┬┐ przy rycerzu, ktˇry spogl┬▒da┬│ na niego z konia. Wci┬▒┬┐ jeszcze dr┬┐┬▒cymi r├¬kami poprawi┬│ okulary na swoim nosie, po czym zwrˇci┬│ si├¬ w kierunku rycerza.
- Nawet waszmo┬Â├Ž nie wie, jak si├¬ ciesz├¬ z naszego ponownego spotkania - powiedzia┬│ wszystko na jednym oddechu, jednocze┬Ânie sobie przypominaj┬▒c, ┬┐e od d┬│u┬┐szego czasu nie bra┬│ wi├¬kszego oddechu.



Dairen - Žr mar 03, 2010 7:49 pm
Dzi├¬ki przedstawieniu rycerza, na chwile zapomnia┬│ o strachu i odrazie. Uda┬│o mu si├¬ nawet u┬Âmiechn┬▒├Ž. Kiedy tamten wskoczy┬│ na konia, Dairen przypomnia┬│ sobie o rozrzuconych za jego plecami rzeczach i zacz┬▒┬│ szybko wrzuca├Ž je do torby. Na wdechu wyci┬▒gn┬▒┬│ no┬┐yk z bebechˇw oprycha i trzymaj┬▒c go niech├¬tnie w dwˇch palcach zarzuci┬│ swoje tobo┬│y na plecy i wyszed┬│ na drog├¬.
Teraz pozna³ tego ich wybawcê. Nieca³e dwie godziny temu wrobi³ go on w lawirowanie pomiêdzy ska³ami z Myszowatym.
- Zar├¬czam, ┬┐e moja rado┬Â├Ž jest wi├¬ksza - sk┬│ama┬│, mijaj┬▒c konia i schylaj┬▒c si├¬ do oka zabitego herszta. Tylko z┬│apa┬│ za nˇ┬┐ i od razu odskoczy┬│ z odraz┬▒. Nie mˇg┬│ sobie wyobrazi├Ž gmerania no┬┐em w oku. TO nie by┬│o na jego nerwy. Musia┬│ wygl┬▒da├Ž doprawy ┬┐a┬│o┬Ânie, nie mog┬▒c podnie┬Â├Ž tego no┬┐a.



Davon - N mar 07, 2010 5:06 pm
- I ja si├¬ niezmiernie raduj├¬. - uprzejmie skin┬▒┬│ g┬│ow┬▒, ignoruj┬▒c dziwny ton barda. - Nic tak nie rozwesela cz┬│owieka, jak przetrzepanie skˇry paru ┬│ajdackim szelmom. - doda┬│ po chwili, u┬Âmiechaj┬▒c si├¬ rozbrajaj┬▒cym, podlanym solidn┬▒ doz┬▒ sarkazmu i cynizmu u┬Âmiechem. Gdy zauwa┬┐y┬│ trudno┬Âci barda przy wyci┬▒gni├¬ciu no┬┐a, nie skomentowa┬│, u┬Âmiechn┬▒┬│ si├¬ tylko jeszcze szerzej, tym razem bardziej pogardliwie.
U┬Âmiech sam w sobie w pewien sposˇb mrozi┬│ krew w ┬┐y┬│ach. Gorsze by┬│y jednak oczy. Niezmienne, oboj├¬tne i lodowate.
To jednak szybko minê³o. Wyraz twarzy rycerza momentalnie siê zmieni³, nabieraj±c znowu tego przystêpniejszego wyrazu. Zrêcznie zeskoczy³ z konia i wyci±gn±³ sztylet z oka draba, czemu towarzyszy³ obrzydliwy chlupot. Bez s³owa poda³ pugina³ bardowi.



Raymond - Wt mar 09, 2010 3:04 pm
Widz┬▒c, ┬┐e i bard jest bezpieczny, odczu┬│ ulg├¬. W czasie ca┬│ego tego zamieszania, nie my┬Âla┬│ zbytnio co si├¬ mog┬│o dzia├Ž z jego towarzyszem. Jednak┬┐e, skoro wszystko w porz┬▒dku to ju┬┐ naprawd├¬ mo┬┐e odetchn┬▒├Ž. Odwrˇci┬│ wzrok na swojego wybawc├¬.
- Wie pan mospanie, ┬┐e wci┬▒┬┐ nie mia┬│em okazji pozna├Ž pana imienia? Prosz├¬ mi wybaczy├Ž, i┬┐ nie poznaj├¬ pa├▒skiego herbu... - dopowiedzia┬│ na koniec, mierz┬▒c wzrokiem tarcz├¬ rycerza. Interesowa┬│ si├¬ kiedy┬ heraldyk┬▒, jednak┬┐e by┬│ to krˇtki okres w jego nauce. W pami├¬ci zosta┬│y mu mo┬┐e trzy czy cztery, ale nic poza tym. Kiedy┬ mo┬┐e braki uzupe┬│ni, teraz jednak ma wa┬┐niejsze zadanie. A mo┬┐e uda mu si├¬ i owego szlachcica zwerbowa├Ž do pomocy? Kto┬ z tak┬▒ krzep┬▒ z pewno┬Âci┬▒ si├¬ przyda. Cho├Žby i do odp├¬dzania bandytˇw.



Dairen - Žr mar 10, 2010 5:40 pm
Sztywno odebra┬│ no┬┐yk z r┬▒k rycerza, powstrzymuj┬▒c wymioty. Lata aktorstwa nie posz┬│y na marne. Gdyby nie szeroko rozwarte powieki, mo┬┐na by pomy┬Âle├Ž, ┬┐e jest przyzwyczajony do takiego widoku.
- Co z nimi teraz zrobimy? - przerwa┬│ Myszowatemu. Jego nie obchodzi┬│y tak bardzo godno┬Âci szlachcica, zw┬│aszcza, ┬┐e zale┬┐a┬│o mu na jak najkrˇtszym pobycie w jego towarzystwie. - Chyba nie zostawimy ich tutaj tak porozwalanych po trakcie? To si├¬ nie godzi.
Mˇwi┬▒c to, przeszed┬│ si├¬ kawa┬│ek wzd┬│u┬┐ drogi, z odraz┬▒ przygl┬▒daj┬▒c si├¬ zw┬│okom i zwijaj┬▒c jaki┬ mieszek z pasa Jednookiego. Nigdy nie uwa┬┐a┬│ si├¬ za zadufanego w sobie, wi├¬c nie s┬▒dzi┬│, ┬┐e bogowie zainteresuj┬▒ si├¬ nim dostatecznie mocno, ┬┐eby kara├Ž go za okradanie zmar┬│ych bandytˇw.



Davon - Cz mar 11, 2010 5:47 am
U┬Âmiechn┬▒┬│ si├¬ szerzej, gdy┬┐ co by tu du┬┐o nie mˇwi├Ž, rozbawi┬│y go sztywne ruchy i kamienna twarz barda maj┬▒ce udowodni├Ž, ┬┐e widok krwi go nie rusza. By┬│o to o tyle zabawne, i┬┐ dopiero co si├¬ ma┬│o nie porzyga┬│, gdy prˇbowa┬│ w┬│asnor├¬cznie wydoby├Ž pugina┬│ z oczodo┬│u gˇrale. Odwrˇci┬│ si├¬ w stron├¬ jegomo┬Âcia w okularach.
- Rozumiem wi├¬c, ┬┐e chcesz wa┬Â├Ž nadrobi├Ž zaleg┬│o┬Âci. Dobrze wi├¬c. Jestem Davon Ernil aep Dala... - i tu nagle chamsko przerwa┬│ mu bard. Davon gniewnie zmarszczy┬│ brwi i obdarzy┬│ barda srogim spojrzeniem, jednak cierpliwie poczeka┬│, a┬┐ sko├▒czy.
- Davon Ernil aep Dalamir Caeram... - sk┬│oni┬│ uprzejmie g┬│ow├¬, cho├Ž r├¬ki nie poda┬│. - Niewiedz├¬ wspania┬│omy┬Âlnie wybaczam. - doda┬│ po chwili, do┬Â├Ž oboj├¬tnym tonem.
Po prezentacji patrzy┬│ za wierszoklet┬▒, lawiruj┬▒cym mi├¬dzy zw┬│okami i okradaj┬▒cym ich z wszelkich kosztowno┬Âci. Na twarzy rycerza wykwit┬│ grymas bezbrze┬┐nej pogardy - a dopiero z┬│odziejska szelma mˇwi┬│a o godno┬Âci!



Raymond - Cz mar 11, 2010 12:52 pm
"Davon Ernil aep Dalamir Caeram" powtˇrzy┬│ sobie w my┬Âlach. Pˇ┬╝niej zapisz├¬ godno┬Â├Ž owego rycerza i przeprowadzi odpowiednie poszukiwania co do jego rodu. Rozejrza┬│ si├¬ za bardem. W najlepsze lawirowa┬│ mi├¬dzy cia┬│ami poleg┬│ych bandziorˇw. Umkn┬▒┬│ mu jedynie fakt grabienia zw┬│ok, ale to i tak nie by┬│by wa┬┐ny dla niego szczegˇ┬│. Zostawiaj┬▒c spraw├¬ grzebania martwych na pˇ┬╝niej, zwrˇci┬│ si├¬ do szlachcica.
- Mo┬┐e chcia┬│by si├¬ pan przy┬│┬▒czy├Ž do naszej niewielkiej wyprawy? W┬│a┬Ânie poszukuj├¬ grobowca ┬│owcy bandytˇw, szeroko znanego w tych stronach. Kto┬ taki jak pan, b├¬dzie cennym cz┬│onkiem naszej dru┬┐yny - pochlebia┬│ Davonowi, aby przekona├Ž go do swoich racji. Odrobina komplementˇw, nigdy nie zaszkodzi.



Dairen - Cz mar 11, 2010 1:52 pm
Dwa pier┬Âcionki i jeszcze jeden prawie pusty mieszek. Bandyci musieli gdzie┬ chowa├Ž reszt├¬ ┬│upˇw, albo nie mie├Ž zbyt du┬┐ego powodzenia. Kiwn┬▒┬│ g┬│ow┬▒ na s┬│owa Myszwatego o grobowcu - w ko├▒cu wiedzia┬│, czego tak w┬│a┬Âciwie szukaj┬▒. Ale zaraz. ON ma i┬Â├Ž z nimi!?
- Och! S┬▒dz├¬, ┬┐e szanowny pan Avon ma lepsze rzeczy do roboty, ni┬┐ w┬│ˇcz├¬ga po kryptach - spojrza┬│ rycerzowi w oczy tak, ┬┐eby zniech├¬ci├Ž go do podrˇ┬┐y z nim. - Takie osobisto┬Âci maj┬▒ o wiele lepsze rzeczy do roboty, jak cho├Žby mordowanie smokˇw, obrona uci┬Ânionych przed bandytami, ratowanie dziewictwa nadobnych panien, pˇ┬╝niej samemu je go pozbawiaj┬▒c...
Ugryz┬│ si├¬ w j├¬zyk za pˇ┬╝no, ale i bez tego jego wypowied┬╝ by┬│a do┬Â├Ž jadowita, ┬┐eby wyprowadzi├Ž z rˇwnowagi. W rzeczywisto┬Âci Dairen mocno zazdro┬Âci┬│ rycerzowi. Mi├¬dzy innymi pozbawiania dziewictwa. Nie znaczy to wcale, ┬┐e nie powodzi┬│o mu si├¬. Uwa┬┐a┬│ jednak, ┬┐e ksi├¬┬┐niczki ratowane na traktach s┬▒ jeszcze urodziwsze.



Davon - Cz mar 11, 2010 2:23 pm
Przez chwil├¬ jeszcze pogardliwie patrzy┬│ na barda, dopiero us┬│yszawszy propozycj├¬ myszowatego odwrˇci┬│ g┬│ow├¬ w jego stron├¬.
- Grobowca? - uniˇs┬│ jedn┬▒ brew, lustruj┬▒c myszowatego od stˇp do g┬│ˇw. Na hien├¬ cmentarn┬▒ nie wygl┬▒da┬│, tacy byli lepiej uzbrojeni i mieli przy sobie mas├¬ pierdˇ┬│ maj┬▒cych przep├¬dzi├Ž z┬│e moce grasuj┬▒ce po cmentarzach. Myszowaty jegomo┬Â├Ž wygl┬▒da┬│ raczej na uczonego, zarˇwno z ubioru jak i ogˇlnej aparycji. Ale po jakie licho uczonemu ┬│azi├Ž po grobowcach? Chyba najlepszym wyj┬Âciem b├¬dzie po prostu zapyta├Ž... - A cˇ┬┐ w tym grobowcu... - i znowu wszed┬│ mu w s┬│owo bard.
Rycerz spojrza³ na wierszokletê tym razem naprawdê zdenerwowany, jednak znowu cierpliwie odczeka³, a¿ skoñczy.
- Zaiste. - odrzek┬│ ch┬│odno, gdy bard gwa┬│townie przerwa┬│ elokwentny wywˇd. - Nie lza mi si├¬ do krypt zapuszcza├Ž, po grobowcach ┬│azi├Ž i umar┬│ych n├¬ka├Ž. Sami wa├Žpanowie wiedz┬▒, jakie to nekromantyczne abberacje po opuszczonych kryptach zwyk┬│y si├¬ kr├¬ci├Ž. Niby spokˇj, niby cisza, wchodzicie ho┬│d odda├Ž zmar┬│ym przodkom, a tu hyc...! - tu znienacka z┬│apa┬│ barda za r├¬k├¬, ktˇr┬▒ tamten mia┬│ w┬│a┬Ânie zacz┬▒├Ž d┬│uba├Ž w z├¬bach -... i ju┬┐ upiory w gar┬Âci was maj┬▒, wysysaj┬▒c wszelkie ┬┐ycie ze stygn┬▒cego cia┬│a i p├¬taj┬▒c dusz├¬, by┬Âcie po wsze czasy z nimi w grobowcu czatowali. Oj biada, biada ┬Âmia┬│kom, ktˇrzy po staro┬┐ytnych mauzoleach zamy┬Âlili chodzi├Ž!



Raymond - So mar 13, 2010 2:10 pm
"Ten szlachcic i bard s┬▒ naprawd├¬ siebie wart┬▒ kompani┬▒" pomy┬Âla┬│ sobie, patrz┬▒c jak po raz kolejny m┬│odzieniec przerwa┬│ rycerzowi i jak z kolei rycerz odwdzi├¬cza si├¬ bardowi chwytaj┬▒c go za r├¬k├¬. Uczony uwa┬┐a┬│ to za zwyk┬│e przyjacielskie przekomarzanie si├¬, nie bacz┬▒c na raczej niech├¬tne nastawienie tych dwˇch indywiduˇw do siebie. Wys┬│ucha┬│ co Davon mia┬│ do powiedzenia na temat grobowcˇw i strzyg w nich czyhaj┬▒cych.
- Ale┬┐ my nie idziemy tam grabi├Ž! Nawet nie jestem pewien, czy w ogˇle jakie┬ kosztowno┬Âci tam znajdziemy. Chc├¬ tylko w imi├¬ nauki, potwierdzi├Ž informacje o istnieniu owego bandytobˇjcy. Otˇ┬┐ wszystkie informacje jakie znalaz┬│em, nie s┬▒ wiarygodne lub potwierdzone - wyduka┬│, poprawiaj┬▒c nieznacznie swoje okulary. Dla takiego oczytanego cz┬│owieka jak on, niepewna informacja by┬│a rzecz┬▒ niedopuszczaln┬▒. Jego obowi┬▒zkiem by┬│o udowodni├Ž, b┬▒d┬╝ odrzuci├Ž t├¬ tez├¬.



Dairen - So mar 13, 2010 3:25 pm
- Powiedz to duchom - wyduka┬│ do Raymonda. - Ich raczej nie b├¬d┬▒ interesowa┬│ twoje wymˇwki o "┬Âwi├¬tym obowi┬▒zku".
Wywody rycerza zrobi┬│y na nim stosowne wra┬┐enie. Z jednej strony nie bra┬│ go do ko├▒ca powa┬┐nie i nie mia┬│ zamiaru pokazywa├Ž, ┬┐e w ogˇle go s┬│ucha┬│, ale jego ┬Âlinianki zacz├¬┬│y intensywniej pracowa├Ž, a dolna szcz├¬ka niewidocznie skaka├Ž. Wcze┬Âniej o tym nie pomy┬Âla┬│, ale w istocie s┬│ysza┬│ wiele opowie┬Âci o stra┬┐nikach grobowcˇw i tym podobnych rzeczach. Otrz┬▒sn┬▒┬│ si├¬ i delikatnie z┬│apa┬│ r├¬k├¬ Davona, daj┬▒c m udo zrozumienia, ┬┐e ju┬┐ mo┬┐e go pu┬Âci├Ž. W istocie mia┬│ zamiar po prostu wyszarpn┬▒├Ž nadgarstek, ale w tej chwili by┬│ poch┬│oni├¬ty my┬Âlami o tym, co znajd┬▒ w grobowcu.
- Powoli zaczyna zmierzcha├Ž. Mo┬┐e po prostu przejdziemy si├¬ do jakiej┬ kantyny na kolacj├¬ i gorza┬│k├¬? Powinni┬Âmy osi┬▒gn┬▒├Ž podobny wymiar ekstazy, jak w przypadku warto┬Âciowego odkrycia.
Na s┬│owo "odkrycie" spojrza┬│ pod nogi i u┬Âmiechn┬▒┬│ si├¬ na widok le┬┐┬▒cego tam sygnetu. Podniˇs┬│ go i przyjrza┬│ si├¬ mu dok┬│adnie, a potem za┬│o┬┐y┬│ na palec. W oprawce by┬│ pi├¬kny, soczy┬Âcie czerwony rubin z wygrawerowan┬▒ na nim dziwn┬▒ run┬▒. Ale dla barda liczy┬│ si├¬ tylko fakt, ┬┐e to rubin.



Davon - N mar 14, 2010 5:53 am
- Mhm. - mrukn┬▒┬│ - Rozumiem... Chyba. - nie ci┬▒gn┬▒┬│ jednak dalej tematu, cho├Ž mia┬│ nieco inne zdanie na temat priorytetˇw uczonych. Ot zamiast zajmowa├Ž si├¬ pierdo┬│ami, mogliby rozwin┬▒├Ž nauki medyczne, bo byle przezi├¬bienie mo┬┐e rˇwna├Ž si├¬ ┬Âmierci - jak wida├Ž rycerz mia┬│ w sobie t┬▒ szczypt├¬ idealizmu i poczucia odpowiedzialno┬Âci za rodakˇw. Nie mia┬│ zamiaru jednak si├¬ sprzecza├Ž, zwyczajnie mu si├¬ nie chcia┬│o.
- Zgadzam si├¬. - wyrazi┬│ za to swoj┬▒ opini├¬, s┬│ysz┬▒c propozycj├¬ grajka. Nawet spojrza┬│ na niego, z jakby wi├¬ksz┬▒ ┬┐yczliwo┬Âci┬▒.
Gdy jednak zobaczy┬│, co te┬┐ bard podniˇs┬│... Zrodzi┬│a mu si├¬ w g┬│owie kolejna przewrotna my┬Âl.
- Oh! - j├¬kn┬▒┬│ z przesadn┬▒ emfaz┬▒, wyba┬│uszaj┬▒c oczy z udawanego zdumienia - To┬┐ to... Nie! Nie mo┬┐e by├Ž! Pier┬Âcie├▒ Wilfbura Pomroka, Czarnoksi├¬┬┐nika z Pˇ┬│nocy!
- Bardzie. - powiedzia┬│ grobowym tonem, ignoruj┬▒c ich zdziwione spojrzenia - W┬│a┬Ânie sprowadzi┬│e┬ na siebie ┬Âmier├Ž. Ten oto pier┬Âcie├▒, ktˇry za┬│o┬┐y┬│e┬ na palec, mia┬│ niegdy┬ w oczku szafir, ktˇry jednak nabra┬│ szkar┬│atnej barwy od krwi, ktˇr┬▒ przela┬│ w┬│a┬Âciciel. Jest przekl├¬ty! Legenda g┬│osi, ┬┐e ka┬┐dy kto o┬Âmieli si├¬ na palec go za┬│o┬┐y├Ž, zginie w wielkich m├¬czarniach siedem dni pˇ┬╝niej. Moje kondolencje. - smutno pokiwa┬│ g┬│ow┬▒, k┬│ad┬▒c bardowi r├¬k├¬ na ramieniu. - Widzisz t┬▒ run├¬? To straszliwa runa "Mors", oznaczaj┬▒ca ┬Âmier├Ž...
Jego fortel by┬│ grubymi ni├Žmi szyty, ale no po prostu nie mˇg┬│ si├¬ powstrzyma├Ž. Mo┬┐e si├¬ uda - dla realizmu wykorzysta┬│ posta├Ž istniej┬▒c┬▒ naprawd├¬. Zastanawia┬│o go jednak, sk┬▒d taka warto┬Âciowa rzecz w┬Ârˇd obdartusˇw zbˇjcˇw? Ha! Mo┬┐e oni te┬┐ tu przybyli w poszukiwaniu tego tam grobowca? Ha! Ale si├¬ uczony zdziwi! - pomy┬Âla┬│ Davon, nie za bardzo wierz┬▒c, ┬┐e chodzi o dobro nauki. A przynajmniej nie tylko.



Raymond - Pt mar 19, 2010 4:36 pm
Myszowaty zapatrzy┬│ si├¬ na barda, prˇbuj┬▒cego uwolni├Ž si├¬ z u┬Âcisku. Prawie jednocze┬Ânie z nim, zauwa┬┐y┬│ promyk czerwonego ┬Âwiate┬│ka na ziemi. M┬│odzik podniˇs┬│ go sobie i przymierzy┬│, po czym nagle rycerz hukn┬▒┬│ jak armata. Ot, ┬┐e niby ten pier┬Âcie├▒ jest przekl├¬ty? Zaraz, zaraz. Wilfbur Pomrok? Czyta┬│ o nim nie ma┬│o, kawa┬│ z niego rze┬╝nika by┬│. Oprˇcz typowo encyklopedycznych informacji, zna┬│ te┬┐ kilka poda├▒ wie┬Âniakˇw na jego temat. Ot, na przyk┬│ad, jedna dotyczy┬│a zmieniania ca┬│ych wiosek w jeden wielki staw wype┬│niony ludzkim osoczem nieszcz├¬┬Ânikˇw. Oczywi┬Âcie, sam uczony uznawa┬│ to za bujd├¬, nie mog┬▒c sobie wyobrazi├Ž takiej pot├¬gi w r├¬kach pojedynczego maga. W ka┬┐dym b┬▒d┬╝ razie, opowie┬Â├Ž, ktˇr┬▒ zaserwowa┬│ im Davon, wzbudzi┬│a jego zainteresowania. Barda pewnie te┬┐, jako i┬┐ o jego ┬┐ycie chodzi┬│o. Nie czekaj┬▒c na odpowied┬╝ barda, chwyci┬│ jego d┬│o├▒ i przyjrza┬│ si├¬ bli┬┐ej owemu pier┬Âcieniowi. Chwile straci┬│ na ogl┬▒danie runy na nim umieszczonej. W ko├▒cu pu┬Âci┬│ r├¬k├¬ barda i szybkim ruchem wydoby┬│ swˇj notatnik wraz z niewielkim kawa┬│kiem w├¬gla. Co┬ tam zacz┬▒┬│ skroba├Ž.
- No dobrze, dobrze. Chyba Dairen ma racj├¬, co do pobytu w karczmie. Po nocy poszukiwania i tak nie mia┬│yby sensu. Zna mo┬┐e ktˇry┬ z waszmo┬Âci drog├¬? - nie odrywa┬│ si├¬ ani na chwil├¬ od swojego szkicownika. Dopiero gdy sko├▒czy┬│ to co tam tak gorliwie kre┬Âli┬│, zwrˇci┬│ si├¬ w kierunku swoich towarzyszy.



Dairen - Pt mar 19, 2010 4:58 pm
Wytrzeszczy┬│ oczy i z┬│apa┬│ za pier┬Âcie├▒, z ca┬│ej si┬│y i jak najszybciej prˇbuj┬▒c go ┬Âci┬▒gn┬▒├Ž z palca.
- Na bogˇw! Nie chce zej┬Â├Ž! - zaskowycza┬│ niemal przez ┬│zy. Myszowaty wypali┬│ jeszcze co┬ o karczmie, ale Dairen go nie s┬│ucha┬│. Stwierdzi┬│, ┬┐e spad┬│a na niego kl┬▒twa Pomroka, a w rzeczywsto┬Âci po prostu spuch┬│ mu paluch.
- A je┬Âli ten bandyta te┬┐ mia┬│ go na placu i tylko dla tego zgin┬▒┬│ z twojej r├¬ki!? - z┬│apa┬│ rycerza za ko┬│nierz i przyci┬▒gn┬▒┬│ do siebie. - A je┬Âli pier┬Âcie├▒ zejdzie dopiero, kiedy zgin├¬? A zgin├¬ nied┬│ugo.
Pu┬Âci┬│ Davona i upad┬│ na kolana.
- Ty jeste┬ uczony! Jak si├¬ go pozby├Ž? - zwrˇci┬│ si├¬ do Raymonda.



Davon - So mar 20, 2010 12:56 pm
Totalnie zbarania┬│, widz┬▒c rozhisteryzowanie barda - co jak co, ale takiej reakcji to si├¬ nie spodziewa┬│! Dopiero po chwili wybuch┬│ gromkim ┬Âmiechem.
- Co za... hahahaha! - ┬Âmia┬│ si├¬ jeszcze przez chwil├¬, w ko├▒cu przesta┬│, ┬│api┬▒c oddech. - Bardzie... - zacz┬▒┬│, jednak nie wytrzyma┬│. Znowu parskn┬▒┬│ ┬Âmiechem.
- Bardzie... - rzek┬│ w ko├▒cu ju┬┐ spokojnym tonem, jednak z rozbrajaj┬▒cym u┬Âmiechem - ┬»artowa┬│em!
Sekwencja grymasˇw, ktˇra przebieg┬│a przez twarz grajka, by┬│a tak malownicza, i┬┐ rycerz jeszcze raz parskn┬▒┬│. Zmieszanie i niedowierzanie przeplata┬│y si├¬ z i┬Âcie dzieci├¬cym fochem i z┬│o┬Âci┬▒, ┬┐e da┬│ si├¬ nabra├Ž. Davon ani razu nie pomy┬Âla┬│, ┬┐e jego fortel sprawi si├¬ tak ┬Âpiewaj┬▒co! Bard okaza┬│ si├¬ by├Ž nie tylko tchˇrzem i z┬│odziejaszkiem, ale tak┬┐e cz┬│owiekiem pora┬┐aj┬▒co naiwnym.



Raymond - N mar 21, 2010 8:38 am
A wi├¬c ca┬│a ta historyjka to by┬│ ┬┐art rycerza. Przyzna├Ž mu trzeba, i┬┐ nawet ┬│adnie wszystko opowiedzia┬│. Widz┬▒c reakcj├¬ barda na wiadomo┬Â├Ž o psikusie, musia┬│ powstrzymywa├Ž si├¬ d┬│oni┬▒ od ┬Âmiechu. Domy┬Âla┬│ si├¬, ┬┐e w tym co mˇwi┬│ rycerz jest jaki┬ b┬│┬▒d. G┬│ˇwnie z faktu, i┬┐ Raymond wiedzia┬│, ┬┐e runa nie oznacza ┬Âmierci. Nie ┬┐eby wiedzia┬│ co mia┬│a ona znaczy├Ž, po prostu pami├¬ta┬│, ┬┐e nie oznacza┬│o to rych┬│ej zguby dla w┬│a┬Âciciela. W ka┬┐dym b┬▒d┬╝ razie chichota┬│ po cichu z tej ca┬│ej sytuacji. M┬│odemu bardowi na te wie┬Âci krew zacz├¬┬│a p┬│yn┬▒├Ž szybciej, ale dopiero teraz mknie niczym potok w jego ┬┐y┬│ach! A┬┐ si├¬ ca┬│y zrobi┬│ purpurowy. S┬▒dzi┬│, ┬┐e braknie mu s┬│ˇw. Przypomnia┬│ sobie jednak, jaki jest z niego gadu┬│a. W ka┬┐dym b┬▒d┬╝ razie, wola┬│ poczeka├Ž, a┬┐ ca┬│a ta szopka si├¬ sko├▒czy, aby mogli wyruszy├Ž do karczmy.



Dairen - N mar 21, 2010 1:35 pm
Przez chwil├¬ prˇbowa┬│ zrozumie├Ž, co w┬│a┬Ânie do niego powiedziano.
- Zaraz... Wi├¬c to nie by┬│a prawda? - spyta┬│, spogl┬▒daj┬▒c na palec. - Mimo wszystko to cholerstwo nadal nie chce zej┬Â├Ž.
Wargi ci┬▒gle mu si├¬ trz├¬s┬│y. By┬│ zdenerwowany i wstydzi┬│ si├¬, ┬┐e da┬│si├¬ oszuka├Ž.
- Mo┬┐e w karczmie dostan├¬ jakiego┬ t┬│uszczu do posmarowania palca. Chod┬╝my do Ekradonu - rzek┬│ i dumnie ruszy┬│ drog┬▒, zarzucaj┬▒c lutni├¬ na plecy. Prˇbowa┬│ zamaskowa├Ž zmieszanie pewno┬Âci┬▒ siebie. Mimo wszyskto cieszy┬│ si├¬ ze spotkania z bandytami. Nie musia┬│ ┬│┬▒zi┬╝ co cuchn┬▒cych kryptach, a i tak zarobi┬│ niema┬│┬▒ sumk├¬.



Davon - N mar 21, 2010 7:36 pm
- Nie. To nie by┬│a prawda. - parskn┬▒┬│, u┬Âmiechaj┬▒c si├¬ wrednie. Westchn┬▒┬│. - Chod┬╝my. Chocia┬┐... Nie tak pr├¬dko szelmo!
Dopad┬│ Dairena, chwytaj┬▒c jego rami├¬ w ┬┐elazny u┬Âcisk wielkiej ┬│apy.
- Oddawaj co┬ umar┬│ym bezprawnie zrabowa┬│a! - rozkaza┬│, wystawiaj┬▒c drug┬▒ r├¬k├¬ w oczekiwaniu na kosztowno┬Âci, ktˇre zdar┬│ z trupˇw bard. - Mnie zawdzi├¬czasz n├¬dzne ┬┐ycie szumowino i do mnie nale┬┐y ┬│up! - rykn┬▒┬│, cho├Ž zorientowa┬│ si├¬, ┬┐e ┬│up to nie jest dobre s┬│owo, zwa┬┐ywszy na fakt, i┬┐ jest rycerzem. Co jak co, ale rycerzowi bra├Ž ┬│upˇw nie przystoi! Chyba ┬┐e... - Nagroda. - poprawi┬│ si├¬ po chwili.



Raymond - Žr mar 24, 2010 1:53 pm
Po krˇtkiej jeszcze wymianie zda├▒, m┬│ody bard odda┬│ rycerzowi cz├¬┬Â├Ž zrabowanych skarbˇw. Reszt├¬ zd┬▒┬┐y┬│ niezauwa┬┐enie schowa├Ž za pazuch├¬. Raymond zabra┬│ swˇj tobo┬│ek i rzeczy, po czym do┬│┬▒czy┬│ do swoich towarzyszy. Droga powrotna nie by┬│a dla nich wszystkich trudna. ┬»aden zbˇj ich nie n├¬ka┬│, a nawet je┬Âli, to Davon zr├¬cznie by sobie z nim poradzi┬│. Droga powrotna by┬│a dla nich stosunkowo krˇtsza i ┬│atwiejsza, poniewa┬┐ schodzili z pochy┬│ego go┬Âci├▒ca. Kiedy s┬│o├▒ce chyli┬│o si├¬ ju┬┐ ku zachodowi, dotarli do miasta. Po chwili uzgodnie├▒, Davon wraz z Dairenem skierowali si├¬ do karczmy, aby oczekiwa├Ž na Raymonda. Skierowa┬│ si├¬ on do siedziby Cechu ┬úowcˇw Przygˇd w celu za┬│atwienia kilku formalno┬Âci.

Ci┬▒g dalszy - Dairen i Davon
Ci┬▒g dalszy - Raymond