ďťż
[Dzielnica Klasztorna]...



Pani Losu - Śr lip 21, 2010 2:59 pm
Na miasto w odległej części Alaranii zapadł wszechogarniający mrok. Świat jakby zatopił się w granatowym oceanie nocy. Jasny blask księżyca przysłoniły chmury i tylko nieliczne pochodnie rozświetlały teraz ulice miasta. Dzielnica Klasztorna była jedną z tych, którą zamieszkiwała jedynie biedota i zakonnicy. W jej centrum stała świątynia i klasztor, zamieszkany przez starych mnichów. To właśnie tam biedota spędzała najwięcej czasu. Zakonnicy starali się bardzo by pomóc najbiedniejszym ludziom z miasta. Rozdając posiłki, modląc się, lecząc, a także udzielając noclegu próbowali pomóc tym, którzy sami nie radzili sobie z własnym życiem.

O tej porze uliczki w Dzielnicy Klasztornej wcale nie były poste. Z karczm właśnie wychodzili pijani w sztok mężczyźni, gdzieś w bramach czaili się złodzieje, nierządnice kręciły się po ulicach szukając klientów, za każdym rogiem można było spotkać wściekłego, bezdomnego psa... nawet szczury wychodziły o tej porze na żer...

Gdzieś między domami, w małej, ciemnej bramie siedziała postać, skulona, niczym zastraszone zwierzątko. Od stóp do głów okryta ciężkim, zniszczonym, czarnym płaszczem. Z daleka nikt nie mógł jej dostrzec, z bliska zaś dało się usłyszeć cichy płacz...




Castiel - Śr lip 21, 2010 3:15 pm
Przez to, że na świecie i w Planach Niebiańskich zapanował chaos, trzeba było zadbać o ludzi, którzy doznali szkód w większości świata. Aniołowie doznali o wiele większych niż można było sobie o tym wyobrazić. Nie ma już dużo Niebianów, którzy zadbają o dobro krainy. Bóg zniknął i nikt nie wie gdzie jest. Jeżeli ktoś nie zasiądzie na tronie, może skończyć się bardzo źle dla całej ludzkości. Castiel wybrał drogę, która pomoże ludziom. Nigdy nie stracił nadziei do swojego stwórcy i wie, że on powróci. Tylko kiedy? Nie mógł o tym teraz myśleć.

Przyleciał na te tereny w poszukiwaniach ludzi, którzy potrzebują pomocy. Chce ich uświadomić, że stwórca ich nie opuścił. Będąc nad dzielnicą klasztorną, wyczuł bardzo złą energie, która się tutaj kumuluje. Wylądował na środku i rozejrzał się do o koła. Nie było zbyt wielu ludzi, tylko jakieś pijaczyny. Gdy dostrzegł pomiędzy domami jakieś stworzenie od razu tam podszedł. Ukucnął przy płaszczu u usłyszał płacz.
- Wszystko dobrze? - powiedział cicho, czekając na reakcje. Rozpacz i ból jakie otaczało to miejsce jest nie do opisania. Dobrze trafił i jest pewien, że musi im pomóc, wszystkim. Odnowić ziemie, uprawy, pokazać im jak żyć przez grzechu.



Faurun - Śr lip 21, 2010 3:34 pm
Dzielnica klasztorna. Miejsce opuszczone przez los, miejsce gdzie spoczywają wszystkie smutki i nieszczęścia tego świata. Nie robiło to jednak większego wrażenia na Faurunie. Wiele widział takich miejsc i można powiedzieć, że przywykł to widoku cierpienia, bólu i biedoty. Szedł powoli, zgarbiony, okryty szarym obszarpanym płaszczem. W postaci elfa chodziło mu się coraz ciężej. Oddychał płytko i czasem zanosił się dławiącym kaszlem. Nie przybył tu jednak bu "podziwiać" widoki, ani by ratować tu ludzi tak jak to robi klasztor. Szukał człowieka, który prawdopodobnie będzie mógł mu pomóc w zdobyciu informacji o pewnym artefakcie. Wyciągnął delikatnie przed siebie dłoń a wahadełko na wskazującym palcu zawirowało. Wskazywało zapuszczoną bramę między budynkami. Dopiero po chwili dostrzegł tam dwie postacie. Nie zaszkodzi podjeść. Może to właśnie owa osoba.

Zbliżył się do zebranych i delikatnie rozchylił kaptur. Wyłoniła się spod niego zmęczona, ale niezwykle urodziwa twarz jak i złoty warkocz.
-Czy coś się stało?- Wyszeptał cicho zainteresowany owymi postaciami. Wahadełko nadal wirowało na jego dłoni. Wyczuwał magię, nie widział jeszcze jaką, w tej postaci słabł z każdą chwilą i wolał nie nadużywać zdrowia. Gdyby nie to, że był czysty i zadbany pasował by do otoczenia marginesu społecznego. Gdyby nie delikatne choć lekko już zniszczone przez chorobę rysy można by było bo wziąć, za żebraka. Nie był nim jednak i to doskonale mówiły jego spokojne i uśmiechnięte oczy.



Castiel - Śr lip 21, 2010 4:00 pm
Jego skrzydła były ciągle widoczne. Były białe, tak samo jak światło w jego oczach. Nigdy nie ukrywał się przed różnymi istotami. Nie miał takiej potrzeby. Nie chciał straszyć tutejszych mieszkańców, ale chyba nie wystraszą się anioła. Gdy spojrzał na postać, która była zakryta płaszczem, wyczuł że musi jej pomóc. Wyciągnął dwa pace, prawej dłoni. Wskazujący i środkowy, złączone ze sobą i dotknął jej czoła. Przez ten dotyk, uzdrowił jej wszystkie rany, które ma na ciele. Wyciągnął jeszcze kilka monet i wręczył tej osobie.
- Nie ma się czego bać, proszę... kup coś do jedzenia i nie poddawaj się z wiarą. - powiedział do niej, po czym wstał. Skrzydła trzymał przy sobie. Odwrócił się i dostrzegł jeszcze jedną osobę która tutaj idzie. Dostrzegł w niej coś innego niż w innych mieszkańcach. Był czysty. Z jego słów wynika, że się zaniepokoił, lecz widząc wahadło w ręce, uznał że kogoś szuka.
- Już jest dobrze. Co ciebie tutaj sprowadza, bo chyba nie jesteś z tych okolic wędrowcze. - powiedział spoglądając tej osobie w oczy. Castiela oczy błyszczały jak światło, tak już mają aniołowie światła. Skrzydła były ciągle widoczne.




Faurun - Śr lip 21, 2010 4:21 pm
Kiedy dostrzegł skrzydła anioła, tak jak to miał w zwyczaju, ułożył wargi w kółeczko w akcie zdziwienia. Już wiedział co go tu zwabiło.
-Oo, nie spodziewałem się tu spotkać anioła choć przydałaby się ręka boska temu miejscu. Przybywam jak wiatr przyciągnięty nieznanymi powodami. Wyczułem interesujące źródło magii.- Odpowiedział przyglądając się lśniącym źrenicom anioła. Ile to już takich istot spotkał w życiu i każda zdawała się całkiem inna. Schował wahadełko i wyciągnął ponownie dłoń tym razem w kierunku niebiańskiej istoty. Całkiem zapomniał, że był tu jeszcze przed chwilą ktoś inny. Mało interesował go los ludzi w szczególności, gdy trafiał się ktoś bardziej interesujący.

-Me imię Faurun. Bardzo miło mi spotkać kolejnego z waszej rasy. Przebywanie z wami to pasmo niezwykłych i zawiłych zdarzeń. Zawsze wnosicie coś nowego do życia.- Dodał po chwili uśmiechając się spokojnie. Tak jego uśmiech wasze był nad wyraz spokojny, momentami aż nienaturalny i niepokojący.



Castiel - Śr lip 21, 2010 4:45 pm
Czuł w głębi duszy, że inni ludzie, którzy zamieszkują to miejsce wymagają większej opieki i nawrócenia niż on. To mu zabierze trochę czasu, lecz wszystko się uda. Musi tylko uwierzyć w to, że oni tego chcą. Jeżeli wyleczy te miejsce z chorób i biedoty, zajmie się innymi miejscami w tej krainie. Nie zostawi mieszkańców, nawet gdyby musiał nawrócić cały świat sam.

Spojrzał na rękę, którą wystawił elf i wysłuchał co miał do powiedzenia. Nie wiedział po co ta ręka, nie miał do czynienia z ludźmi od wielu lat.
- Jestem Castiel, pomocnik stwórcy. Również mi miło, lecz mam dużo pracy w tym miejscu przepraszam. - powiedział po czym ruszył na plac rozglądając się do o koła. Musiał wiedzieć od czego zacząć, dlatego musi się wsłuchać w cierpienie i ból ludzi.



Faurun - Śr lip 21, 2010 7:53 pm
Faurun westchnął i zakaszlał ponownie.
-Widzę, że jesteś niezwykle pochłonięty pracą. Czyżbyś dostał odgórny rozkaz uzdrowienia tego miejsca? Sam? Rzucili cię na głęboką wodę w takim razie.- Odpowiedział spokojnie i ponownie zaciągnął kaptur na twarz. Zrobił parę kroków i zatrzymał się za aniołem. Coś mu przyszło do głowy.
-Skoro jesteś aniołem i leczysz strapione dusze... czy mógłbym cię prosić o niewielką pomoc?-Wyszeptał niepewnie. Bardzo nie lubił prosić o pomoc w związku z jego zdrowiem, ale skoro musi jeszcze na trochę tu zostać powinien skorzystać. Wiedział, że nie wiele to pomoże, ale lepsze to niż nic. Westchnął ponownie tym razem płytko i chrypliwie. Te odgłosy całkiem obdzierały jego postać z piękna.
-Jesteś aniołem, masz moc uzdrawiania. Mógłbyś coś zrobić z moimi płucami? Ten kaszel jest męczący w podróży a jeszcze daleka droga przed mną.- Kontynuował po dłuższej przerwie zrezygnowanym tonem. W takich momentach przestawał wierzyć, że odnajdzie artefakt. I wiedział, z czym to się będzie wiązało. Teraz był tylko wychudzonym, schorowanym elfem. W środku natomiast zmęczonym i nieszczęśliwym smokiem.



Castiel - Cz lip 22, 2010 10:58 am
Wyczuł jego uczucia jak poprosił go o pomoc. Nie był pewien czy to zrobić, ale nie odmówi temu kto jest w potrzebie. Podszedł do niego i dwoma palcami, wskazującym i środkowym, razem złączonymi dotknął jego czoła. Poczuł coś innego. Jak by jego moc była zablokowana.
- Nie jesteś człowiekiem, ani elfem. Tylko twoją prawdziwą postać mogę uzdrowić, nie tą. - powiedział po czym opuścił rękę. Nic nie mógł poradzić. Zapasowe postacie są na narażeniu ze zdrowiem, ale nie da się ich uleczyć.
- Wszyscy jesteśmy przejęci chaosem, który się zrobił. Nie wiele nas zostało, dlatego pomagam jak tylko mogę. - dodał ruszając trochę skrzydłami. Czasem, musiał nimi poruszać, bo by zastygły.



Faurun - Cz lip 22, 2010 11:52 am
Faurun zamyślił się po słowach anioła i zapatrzył gdzieś w pustkę przed sobą. Nie zdziwiło go to ani nie zasmuciło.
-Nie możesz mi pomóc, nie szkodzi. Jakoś sobie poradzę, to tylko bardziej mnie zmotywuje do przyśpieszenia poszukiwań.- Odpowiedział z uśmiechem i zrobił krok w tył. Jedynie jego uśmiech widniał spod grubego materiału płaszcza.
-Wy anioły zawsze niesiecie pomoc, nawet tam gdzie już nic się nie da zrobić. W tym jednym jesteście do siebie podobni. Widzisz, znałem bliżej parę aniołów. Naprawdę wspaniałe kobiety. Choć tak różnie ich losy się potoczyły wiele mnie nauczyły.- Tu zrobił przerwę bo zamyślił się nad ich życiem. Zasmuciło go to, bo nie wiedział co się teraz z nimi dzieje. Nie udało mu się też pozostać z nimi wystarczająco długo. Tak ulotne i zwiewne jest ich życie.
-Musisz być naprawdę silny w wierze, inaczej ten świat cię zniszczy. Widziałem wiele aniołów, których wiara znikała. Widziałem co się potem z nimi działo. Uznaj to za przestrogę Castielu. Tutaj świat jest całkiem inny niż tam u góry. Nie da się niestety wyżyć z samego dobra.- Jego szept był wyraźny, ale łagodny. Westchnął czując zmęczenie.
-Opuszczę cię teraz, potrzebuję odpocząć gdzieś i nabrać sił. Sądząc po twojej ważnej misji pewnie nie potowarzyszysz mi w karczmie.- Ukłonił się lekko i rozejrzał z zamiarem udania się gdzieś na spoczynek. W końcu nie czekając na odpowiedź anioła ruszył w nieznanym kierunku.